Kreta i Santorini Z dziećmi

Kreta i Santorini

Agata
napisany przez Agata

Kreta i Santorini – greckie perełki 

 

Kreta to typowy kierunek czarterowy. Korzystając jednak z takiego pakietu nie trzeba skazywać się jedynie na hotelowy basen i jedno pobliskie miasteczko. Kreta to wyspa – historia, na każdym kroku czuć tutaj powiew starożytności, mity mieszają się z rzeczywistością. A wystarczy odjechać trochę od wybrzeża, wedrzeć się w głąb tej spieczonej słońcem ziemi aby poczuć prawdziwie lokalny, grecki klimat. W dodatku w zasięgu ręki jest prześliczne Santorini, do którego warto udać się na półtora do dwóch dni.

Kreta i Santorini są idealne na majówkę, bo tam to okres jeszcze kompletnie przedsezonowy, a co za tym idzie klimat nie jest zadeptany nieopanowaną hordą turystów 

(majówka 2012)

Transport:

Samolot

– znaleziona jedna z tańszych ofert czarterowych zapewniająca bezpośredni, wygodny transfer na wyspę oraz hotel – bazę. Oferta na tyle tania, żeby mieć poczucie zapłacenia tylko za bilet lotniczy. To powoduje brak wyrzutów sumienia przy chodzeniu do fantastycznych lokalnych knajpek oraz wyjazdu na nocleg gdzie indziej 😊. Z Polski można polecieć albo do Heraklionu (północny-wschód wyspy) albo do Chanii (północny-zachód wyspy). My polecieliśmy do Heraklionu, a co za tym idzie zwiedziliśmy wschodnią część wyspy.

Samochód

– na miejscu wypożyczony na cały pobyt samochód w jednej z licznych lokalnych wypożyczalni. (nie ma problemu z wypożyczeniem samochodu z dziecięcym fotelikiem)

 

Zakwaterowanie na Krecie : Hersonissos Village **** 

Hotel ten wybraliśmy głównie ze względu na cenę. Mimo, że czterogwiazdkowy oferta była rewelacyjna.

Położony jest w kwiecistym ogrodzie i usytuowany na wzgórzu, więc opisy przecudownych widoków roztaczających się z basenu czy restauracji nie są przesadzone. Niemniej jednak do plaży, mimo że położonej jedynie 400 czy 500m od hotelu trzeba schodzić i wchodzić krętą i naprawdę stromą uliczką. Plażę nazwałabym zresztą bardziej plażyczką lub po prostu kawałkiem miejsca gdzie można dojść do morza (ten żwirkowy kawałek ograniczany jest po obu stronach skałami a za plecami szosą). Tutaj niestety oferty nie są już tak precyzyjne w opisie 😉.

Ponadto hotel składa się z dwóch części. Z początkiem maja, ze względu na małe obłożenie, czynna jest tylko jedna część, podczas gdy większość instalacji jest na terenie drugiej. Ponadto te kilka lat temu zdecydowana większość instalacji była zaniedbana. W tej kwestii mogło się zmienić albo na lepsze albo na grosze…. No i jedzenie – wstrętne. Ale tutaj ocena to bardzo indywidualna kwestia, a poza tym mogło się zmienić.

Pomijając jednak te niedopowiedziane szczegóły, które w gruncie rzeczy łatwo było przekuć na plusy, hotel mogę ocenić bardzo pozytywnie. Duże, czyste, urządzone w kreteńskim stylu pokoje znajdujące się w dwupiętrowych pawilonach. Pawilony położone w pięknym ogrodzie pełnym kwitnących i pachnących krzewów i kwiatów. Basen, a dla dzieci brodzik. Naokoło leżaki i cudowny widok na bezkres morza Egejskiego. Miła obsługa. 25km od lotniska.

 

Kreta atrakcje

– Agios Nikolaos

Oddalone o 45km od Hersonissos miasteczko Agios Nikolaos już w starożytności było ważnym ośrodkiem. Służyło bowiem jako port dla położonego w głębi lądu miasta-państwa Lato. Dziś jest to bardzo ładne, turystyczne miasteczko z portem i mnóstwem tawern, sklepików i kafejek. W centrum znajduje się, powstałe prawdopodobnie na skutek trzęsienia ziemi, Jezioro Voulismeni – „Bezdenne” – nazywane tak ze względu na jego dużą głębokość. Wokół zacumowane są kolorowe łódki, tak samo jak nad zatoką Mirabella, jest tam mnóstwo kafejek i tawern.

 

– rejs na wyspę Spinalonga

 

Na wyspie Spinalonga Wenecjanie zbudowali potężną fortecę, która jako ostatnia twierdza wenecka na Krecie, dopiero w 1715 roku poddała się Turkom. Stało się to czterdzieści lat po tym jak Turcy zajęli wszystkie inne części wyspy. Ponadto w latach 1903-1957 Spinalonga była kolonią trędowatych – ostatnim leprozorium w Europie.

Rejsy na Spinalogę odbywają się  z Agios Nicolaos, Elundy lub Plaka Marina. Z Eloundy podróż trwa ok. 30min, z Plaki 15min. Łódki wypływają mniej więcej co pół godziny. My popłynęliśmy z Plaki, do której dojazd (15km, ok. 25min) z Agios Nikolaos wiązał się z możnością podziwiania przecudnych panoram zatoki Marbella, samego Agios i innych.

 

Sam rejs małą, zabierającą kilka, kilkanaście osób łódeczką był fantastyczny. Na miejscu pobłąkaliśmy się po uliczkach dawnego miasta trędowatych. Nasz czteroletni syn, zafascynowany legendą o Minotaurze, postanowił szukać go po całej Krecie – na Spinalondze również. Zarządził więc mimo upału wymarsz na szczyt góry 😉. Na szczęście był początek maja i wędrówka okazała się bardzo przyjemna. Podążaliśmy za naszym dzielnym przewodnikiem najpierw po kamiennych schodach, a potem po spieczonych, porosłych bujną trawą ścieżkach. Na szczycie czekała na nas nagroda w postaci zapierającego dech w piersiach widoku na morze i zatokę. Z góry widzieliśmy też wszystkich pozostałych wycieczkowiczów, którzy w cieniu pozostałości weneckiej twierdzy oczekiwali na rejs powrotny 😊.

 

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na znalezionej przypadkiem piaszczystej, dzikiej plaży. Zwiedzając z dzieckiem trzeba bowiem pamiętać też, a w zasadzie raczej przede wszystkim, o jego potrzebach – morzu, piasku, placu zabaw i basenie. Odpowiedni balans atrakcji dla nas (dorosłych) i dla niego (dziecka) jest kluczem do sukcesu całej akcji 😊.

 

– Santorini: dwudniowa wycieczka na wyspę

Santorini to perełka wśród Cyklad. To wyspa zakochanych, wyspa artystów. Białe domy i ich niebieskie kopuły to chyba najbardziej rozpoznawalny obrazek wyspiarskiej Grecji. Santorini jest idealne aby spędzić tam dwa dni. W sezonie zadeptane przez tłumy turystów, na początku maja było cudowne, przewiewne, romantyczne i piękne 😊.

 

Na Santorini popłynęliśmy szybkim promem (katamaranem) Hellenicseaways (www.hellenicseaways.gr/en/routes/view/38). Rejsy odbywają się trzy razy w tygodniu: wtorek, środa, piątek. Wypłynięcie jest o godz. 09:00 z portu w Heraklionie. Rejs trwa 1,5h. Powrót 17:25-18:50. Na miejscu należy jak najszybciej zejść z promu aby szybko wypożyczyć samochód. Wszyscy bowiem, oprócz grup zorganizowanych, chcą uczynić to samo i może się zdarzyć, że popyt przewyższy podaż. Wtedy całkowity klops! My, negocjując trochę zbyt długo cenę, załapaliśmy się na ostatni samochód w wypożyczalni w porcie. Ale się udało i ruszyliśmy w mozolną, aczkolwiek piękną wspinaczkę wąską szosą na klif. Po dotarciu na górę zaczęliśmy od obiadu – sałatki greckiej a do tego ryżu z krewetkami i oczywiście świeżo wyciskanego soku z pomarańczy. Usiedliśmy na tarasie przecudownej, lokalnej tawerny z widokiem na wyspę, klify, morze, białe domki i błękitne okiennice…. Bajka!

 

Czerwona Plaża

Najpierw pojechaliśmy na południe na Czerwoną Plażę (10km z portu, ok. 25min). Za Akrotiri należy kierować się znakami, aż dojedzie się do końca drogi. Znajduje się tam biały, prawosławny kościółek wciśnięty w czerwone skały. W tym miejscu trzeba zostawić samochód i wspiąć się na górę drogą. Potem droga przemienia się w ścieżkę gdzie pomiędzy czerwonymi skałami i kamieniami schodzi się w dół, aż do morza. Odwrót po śladach. Już w połowie trasy oczom naszym ukazał się zapierający dech w piersiach widok czerwonych, stromych klifów i gigantycznych, oderwanych od nich głazów, które teraz zalegały tuż przy morzu. Na plaży opalało się kilka osób. Nasz syn po raz pierwszy widział czarny, wulkaniczny piasek więc była to dla niego nie lada atrakcja.

Byliśmy tam w 2012 roku i trasa na plażę nie sprawiała większych trudności. Niemniej z ostatnich informacji wynika, że dostępność terenu się pogorszyła. Stoi nawet tabliczka o zakazie wstępu, który wszyscy łamią. Tak więc zdecydowanie przed wyruszeniem trzeba sprawdzić, co i jak.

 

Latarnia Morska Aktoriti

Kolejnym punktem po południowej stronie była znajdująca się na samym cyplu Latarnia Morska Aktoriti (7km, ok.15min). Po pozostawieniu samochodu poszliśmy na wycieczkę w pobliskie skały, skąd rozciągały się znów nieziemskie widoki. Sama latarnia nie jest udostępniona dla zwiedzających.

 

Oia

Pod wieczór ruszyliśmy na północ do Oia – najpiękniejszego miasta na Santorini. Przejechanie z południowego cypla na cypel północny, czyli przez całą długość wyspy zajmuje jakieś 45min (27km).

Malownicza Oia, ze swymi białymi kościołami i wykutymi w skale domami, błękitnymi okiennicami, kopułami i dachami…. najpiękniejsza jest wieczorem, w świetle zachodzącego słońca – kiedy wszyscy jednodniowi turyści odjadą na swe wycieczkowce lub ruszą do portu, oraz rano – kiedy wszystkie sklepiki są jeszcze zamknięte, można się zaplątać w puste, ciche uliczki, posłuchać szumu fal i piania kogutów.

W sezonie tłumy turystów skutecznie zabijają urok tego miasta, ale z początkiem maja jest cudownie. I można wynegocjować naprawdę okazyjną cenę za nocleg 😊. Jak większość tutejszych kwater i nasza znajdowała się w wykutej w skale dawnej piwnicy, w której niegdyś przechowywano wino. Wielkie łoże z baldachimem, lampki nocne imitujące lampy naftowe a na tarasie jacuzzi, lokalne wino i widok na rozświetlone miasta przycupnięte na klifach…. Sceneria idealna na romantyczny wyjazd, albo zwieńczenie we dwoje (gdy dziecko już smacznie śpi) pięknego rodzinnego dnia 😊.  Rano zaś pyszne śniadanko pośród kwitnących begonii z widokiem na morze, klify i białe miasta.

 

 

Fira

Drugiego dnia naszego pobytu na Santorini ruszyliśmy do znajdującej się mniej więcej w środkowej części zachodniego wybrzeża Firy – stolicy wyspy (11km, ok. 25min). Fira nie jest mała. Jest nawet całkiem spora i tłoczna, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu (przynajmniej w maju). To tutaj żyje większość mieszkańców Santorini. Miasto leży na wznoszącym się 260m n.p.m. klifie i z portu, do którego docierają wycieczkowce, prowadzi do niego 600 wykutych w skale schodów. Trasę tę można pokonać na piechotę, na wynajętym osiołku lub kolejką linową. Jadąc jednak samochodem nie zjeżdżamy do poziomu morza, nie ma takiej potrzeby. Szosa poprowadzona jest górą klifu.

 

Kamari

W przeciwieństwie do zachodnich klifów, wschodni brzeg wyspy Santorini jest łagodny. To tu znajdują się  wulkaniczne plaże i liczne nadmorskie miasteczka. Jednym z nich jest Kamari (9km, 15min) – typowy wyspiarski kurorcik. Plaża, parasole, leżaki, wzdłuż deptak z licznymi sklepikami i knajpkami z przepysznymi owocami morza… i tylko te zniżające się do lądowania samoloty czarterowe przelatujące tuż nad głową ….. Na obiad super opcja 😉.

 

Pyrgos

Znów wdzierając się w głąb lądu, pojechaliśmy do Pyrgos (5km, 10min) – przepięknego białego miasta, które do XIX w. było stolicą wyspy. Tutaj (przynajmniej z początkiem maja) byliśmy już zupełnie sami. Totalne zero turystów. Przyjechaliśmy do Pyrgos wczesnym popołudniem, więc i miejscowi w większości tę najbardziej upalną część dnia spędzali w chłodnych domach, na obiedzie, czy też sjeście. Szwendaliśmy się po wąskich, krętych uliczkach, pomiędzy białymi domami z niebieskimi drzwiami, okiennicami czy chociażby krzesłami. Gdzieniegdzie suszyło się pranie, gdzieniegdzie w cieniu tawernianego stolika wysypiał się kot. Na szczycie wzgórza znajduje się punkt widokowy, z którego jak na dłoni widać całą wyspę Santorini – od wschodu na zachód cały „rogalik” będący częścią zalanej w większości wodą Morza Egejskiego kaldery.

 

Stąd już „prosta” droga do portu na prom (5km, 10min).

 

– Pałac w Knossos

Knossos było centrum cywilizacji minojskiej, wielkim ośrodkiem władzy, siedzibą króla Minosa – bohatera licznych mitów starożytnej Grecji. Pałac był ogromny, liczył ponad 1300 pomieszczeń i ocenia się, że w czasach świetności mieszkało w nim ponad 12000 ludzi.  Knossos odkrył w 1878 roku Minoas Kalokierinos, a światu pokazał je Artur Evans. Wtedy okazało się, że mityczny król Minos być może żył naprawdę. Słowo „labirynt” pochodzi bowiem od słowa „labrys” co znaczy obosieczny topór, takie jakby rogi byka, których wizerunki zarówno w formie rzeźb jak i malunków są tu bardzo często spotykane.

Żaden turysta nie wyjedzie z Krety nie zwiedziwszy pozostałości pałacu minojskiego w Knossos. Nie chcę sobie nawet wyobrażać co dzieje się tutaj w sezonie, z początkiem maja i tak było dosyć gorąco i tłoczno. Nie powiem – to co po pałacu króla Minosa pozostało, poodgradzane sznurkiem znaleziska archeologiczne pomieszane z współczesnymi schodkami i podestami – trochę mnie rozczarowały. Ale i tak watro tu zajrzeć, chociażby ze względu na historię, mitologię i wartość kulturową jaką to miejsce wniosło do naszej cywilizacji. Dla dziecka była to doskonała lekcja „pomacania” historii. Wiedzę tę i doświadczenie w przyszłych latach z powodzeniem wykorzystywał na lekcjach polskiego, a będzie zapewne też i na lekcjach historii. Poza tym w końcu znaleźliśmy Minotaura 😉.

 

– Zaros, czyli wyprawa w głąb kreteńskiego lądu

 

Kreta to nie tylko wybrzeże i plaże, to także spieczony słońcem interior, góry, wąwozy, winnice i lokalne wioski i miasteczka. Jadąc na południe od Heraklionu po ok. 1h drogi natkniemy się na miasteczko Agia Varvara. Na próżno szukać tu turysty. Nie ma morza, nie ma turystów. Są za to stragany z przepysznymi, słodkimi owocami 😊. Dalej na południe, przebijając się przez winnice, a dalej góry (15km, ok. 30min) dotrzemy do Zaros – małej urokliwej wioski, gdzie tryska źródło wody mineralnej i są dwie hodowle pstrągów – doskonałe miejsce na pyszny obiad. Jest też mały plac zabaw z trampoliną. Genialne rozwiązanie redukujące natychmiastowo wszelkie zmęczenie związane w podróżą u dziecka 😊.

W okolicy (1,5km od Zaros) jest sztuczne jezioro Votomos, pełne kaczek i drewnianych mostków – popularne miejsce wypoczynku wśród miejscowych. To tu zaczyna się wąwóz Zaros (Rouvas)– właściwy cel naszej wyprawy.

My podjechaliśmy jeszcze 2km w okolice Klasztoru Św. Mikołaja. Tam zostawiwszy samochód najpierw udaliśmy się na teren klasztoru, a następnie weszliśmy przez bramę do wąwozu. Szlak ma ok. 4km,  z przewyższeniami ponad 500m. Nam nie udało się go przemierzyć. Z czterolatkiem nie podjęliśmy się wyzwania i po przejściu kawałeczka zawróciliśmy. Niemniej jednak z innych opinii wynika, że gra jest warta  świeczki – wąwóz jest piękny, szlak prowadzi po jego zboczach od czasu do czasu zmieniając stronę po przerzuconych drewnianych mostkach. Na końcu czeka polana, na której większość urządza sobie picnic aby posilić się we wspaniałych okolicznościach przyrody przed wyruszeniem w drogę powrotną po śladach. My tylko niejako „liznęliśmy” tej przygody. Ale i tak było warto – spieczone zbocza i ta cisza – totalna, tylko grająca cykadami cisza!

 

– Matala

 

Będąc w Zaros już tylko 30km (30min) oddzielało nas od południowej strony wyspy. Pojechaliśmy do Matala – na plażę hipisów. W latach 60-tych i 70-tych XX w. była to jedna z najbardziej znanych kreteńskich plaż. Upodobali sobie ją zwłaszcza hipisi, gdyż oprócz piasku i morza można było tu znaleźć darmowe legowisko w wysokiej, pełnej jaskiń skale. W starożytności skała pełniła rolę cmentarza. Dziś można po niej pochodzić, pozaglądać do nisz grobowych tudzież mieszkalnych, pokluczyć w wewnętrznych korytarzach. Jednym słowem pobawić się w młodego Indiana Jones. Co do plaży to bywałam na przyjemniejszych 😉 (chodzi zwłaszcza o wielki parking „na plecach” i śmieci). Dużo ładniejsza jest oddalona o ok. 4km plaża w Kommos.

 

Wschodnia Kreta oferuje jeszcze znacznie więcej, ale tydzień ma tylko 7 dni…. A doba tylko 24h….

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o