Mazowieckie

Skansen Osadnictwa Nadwiślańskiego

napisany przez Agata

Atrakcje Mazowsza

Położony na uboczu, wśród pól – przenosi nas w odległe czasy współistnienia człowieka z płynącą niecały kilometr dalej Wisłą. Jest cicho i spokojnie. Dojeżdża się tu wąską dróżką.

W listopadowe przedpołudnie byliśmy tam sami. Na niebie słychać było tylko gęganie przelatujących kluczem dzikich gęsi.

(XI 2022)

(na północny zachód od Warszawy, 100km od centrum)

Skansen Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim

Skansen jest młodziutki. Jego oficjalne otwarcie miało miejsce jesienią 2018 roku. Niemniej jednak prace przygotowawcze z nim związane zaczęły się znacznie, znacznie wcześniej.

Jest to jedyny na Mazowszu i jeden z dwóch skansenów w Polsce poświęconych osadnictwu olenderskiemu (drugi to Olenderski Park Etnograficzny w Wielkiej Nieszawce pod Toruniem).

Kim byli Olendrzy

Olendrzy (lub Olędrzy) przybyli na ziemie polskie w XVI i XVII wieku z Niderlandów i Fryzji (obecnie północ Niemiec, Holandii i Danii). Zakładali wsie w Prusach Królewskich, wzdłuż Wisły i jej dopływów. Obecnie możemy zobaczyć ich ślady na Kujawach, Mazowszu i w Wielkopolsce.

Od zarania dziejów ludzie osiedlali się wzdłuż rzek. To były szlaki komunikacyjne i transportowe. Woda dawała życie i nawadniała pola. Regularne wylewy nanosiły kolejną warstwę drobnego materiału bogatego w substancje mineralne, ziemia stawała się żyzna. Ale coroczne wezbrania i powodzie były też wielkim kłopotem. Dlatego już w starożytności nauczono się sztuki melioracji. W Europie techniki odwadniania pól, budownictwo antypowodziowe i prowadzenie skutecznej gospodarki na terenach zalewowych doprowadzili do perfekcji mieszkańcy dzisiejszych Niderlandów i północy Niemiec. 

Olendrami z początku nazywani byli Holendrzy ale później również osadnicy innych narodowości, którzy osiedlali się na mocy tzw. prawa holenderskiego. Korzystali oni z praw takich jak wolność osobista, wieloletnia dzierżawa gruntów, przekazanie gruntów w spadku czy solidarna odpowiedzialność zbiorowa całej gminy. Cieszyli się też wolnością wyznania. Byli w śród nich Niemcy, Polacy, a nawet Czesi, Szkoci i Węgrzy. Tak więc wyróżnikiem osadnictwa olenderskiego coraz mniej były kwestie etniczne, a coraz bardziej prawne i religijne. Nazwa Olender nie odnosi się zatem do narodowości, a typu gospodarki i odmienności religijnej (kościół ewangelicko-augsburski).

Stanowili oni najzamożniejszą grupę chłopów.

Dlaczego przybyli do Polski?

Olendrzy byli wyznania menonickiego (odłam protestantyzmu) i przez to prześladowani przez panujących w tamtym okresie w Niderlandach katolickich władców Hiszpanii. Olendrzy uciekali więc przed prześladowaniami religijnymi, a w ówczesnym czasie Polska była ostoją tolerancji w Europie. Drugą przyczyną była sytuacja gospodarcza – gospodarka wiejska doprowadzona do ruiny wojną osiemdziesięcioletnią (narodowowyzwoleńcza z Hiszpanią), ponadto głód, epidemia dżumy i powodzie. Po trzecie polscy rolnicy mieli duży problem ze skuteczną uprawą terenów wzdłuż rzek – z jednej strony niezmiernie żyznych, z drugiej regularnie zalewanych. Dlatego władcy dość chętnie zezwalali na osadnictwo przybyszów z Niderlandów i Fryzji. 

Zwiedzanie skansenu

Teren jest niewielki – są tu dwie chałupy olenderskie, szkoła, kościół, cmentarz i tzw. dom polski. Większość budowli pochodzi z początków XX wieku, niektóre były użytkowane jeszcze nawet w drugiej połowie ubiegłego stulecia. Zgromadzone sprzęty pochodzą w dużej części z darowizn i wykupu od ludzi z okolicznych wsi. Jedne zalegały gdzieś od dziesięcioleci na strychach, inne marniały na podwórzach, jeszcze inne były używane w życiu codziennym, czasami zgodnie z przeznaczeniem, czasami nie.

Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem. Panie opowiadają niezmiernie ciekawie o dawnym życiu, organizacji dnia pracy i odpoczynku, o tym do czego służyły poszczególne sprzęty. Ponadto na terenie znajdziemy przydomowe ogródki czy spowalniające odpływ wody i zabezpieczające przed wypłukaniem gleby płoty wyplatane z łoziny (witek wierzbowych). W kościele zaś znajduje się wystawa o historii i kulturze mazowieckich olendrów. 

Nasza wycieczka trwała około 1,5h. Wstęp bezpłatny.

Budownictwo olenderskie

Domy wznoszono na terpach. Terpa czyli górka, wzniesienie – to jeden z elementów systemu zabezpieczeń przed powodzią. Na takich właśnie sztucznie usypanych wzniesieniach olendrzy stawiali swoje długie domy – tzw. langhofy. Były to liniowe zagrody, w których część mieszkalna i gospodarcza znajdowały się pod jednym dachem. Z jednej strony oszczędzano w ten sposób miejsce na terpie, z drugiej można było oporządzić zwierzęta bez wychodzenia na zewnątrz. Do domów prowadziły drogi usytuowane na trytfach (podwyższeniach ziemnych).

Dodatkowo Olendrzy budowali swe domostwa z pełną świadomością, że parter zostanie w końcu podczas jakiejś wielkiej powodzi zalany. W takim przypadku przenoszono co cenniejsze rzeczy na obszerny strych, wprowadzano tam też po specjalnych pochylniach zwierzęta. Na dole otwierano zaś wszystkie drzwi aby woda swobodnie i sprawnie przepłynęła po ceglanej posadzce utrzymującej lekki spadek właśnie na tę okoliczność. Domy budowane były ponadto tak, aby fala powodziowa najpierw przepłynęła przez część mieszkalną a potem przez oborę wymywając obornik na pola, a nie do „salonu”. Wszystko było więc dokładnie przemyślane i dokładnie wypracowane przez doświadczenia pokoleń.

W czasach nam współczesnych jakość budownictwa olenderskiego można było docenić podczas powodzi w 2010 roku, kiedy to Wisła przerwała wał przeciwpowodziowy w Świniarach. Zalane zostały wtedy ogromne połacie terenów, wsie znalazły się pod wodą a ludzie zostali ewakuowani. Jednak stare, stojące na terpach domy, w dużej mierze oparły się żywiołowi. 

Suszone owoce i buraczane powidła

Specjalnością olenderską były suszone owoce – zwłaszcza jabłka i śliwki. I oczywiście powidła z buraków cukrowych. Przyrządzano je w specjalnych suszarnio – powidlarniach. Dziś podczas organizowanych w skansenie imprez można skosztować zarówno suszonych owoców jak i buraczanych powideł. Te ostatnie też można podobno znaleźć w lokalnych sklepikach w okolicy.

Subiektywne wrażenia

Do Wiączemina Polskiego zawitaliśmy w listopadzie. To był pochmurny, nawet momentami dżdżysty dzień. Wydawałoby się, że taka aura nie sprzyja zwiedzaniu, nie wpływa na pozytywny odbiór odwiedzanych miejsc. A jednak Skansen Osadnictwa Nadwiślańskiego zdołał się temu oprzeć. Było tam tak cicho, tak spokojnie… Tylko my i opowieści pań przewodniczek. Daliśmy się ponieść magii podróży w czasie. Zawędrowaliśmy pod olenderskie strzechy, zachwycaliśmy się zapachem suszonych jabłek. W ogródkach nie było kwiatów – nie szkodzi. W sieniach za to wisiały aromatyczne zioła. Było pięknie! Skansen ten wskakuje zdecydowanie na listę moich ulubionych.

 

O innych odwiedzonych przez nas skansenach przeczytasz we wpisie: Skanseny – powroty do przeszłości

Wszystkie posty o Mazowszu znajdziesz tutaj: MAZOWSZE – atrakcje regionu

Więcej o ciekawych miejscach w Polsce: Polska – ciekawe miejsca

 

Podobał Ci się wpis? Będzie mi bardzo miło, jeżeli podzielisz się nim ze znajomymi i zostaniesz moim stałym czytelnikiem na blogu, Facebooku i Instagramie 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x