Teneryfa

Teneryfa – na przełamanie pory roku

Agata
napisany przez Agata

Teneryfa – największa wyspa archipelagu Wysp Kanaryjskich, należy do Hiszpanii i leży na Oceanie Atlantyckim. Zaliczana do Makaronezji znajduje się bliżej Afryki niż Europy.

Teneryfa kojarzy nam się ze słońcem, palmami, basenem i wypoczynkiem w hotelu all inclusive. Nic bardziej mylnego 😊. To znaczy na Teneryfie to wszystko jest i można tu spędzić „niezapomniany” urlop leżąc na leżaku i sącząc całymi dniami drinki przy basenie. Można też wypożyczyć samochód i będąc kompletnie niezależnym od godzin posiłków w hotelu, aktywnie spenetrować wyspę, poznać jej wybrzeże ale także interior. To właśnie jest nasza bajka i nasz styl wypoczynku! Na Teneryfę polecieliśmy z pięcioletnim synem, który bynajmniej nie tęsknił za basenem czy hotelowymi animacjami mając tak wiele do przeżycia i zobaczenia na tej prawie afrykańskiej wyspie 😊.

(marzec 2013)

Transport:

Samolot

Znaleziona jedna z najtańszych ofert czarterowych zapewniająca bezpośredni, wygodny transfer na wyspę oraz hotel – bazę. Do hotelu powinno się z przyjemnością wracać na noc, ale oferta musi być na tyle tania, żeby mieć poczucie zapłacenia tylko za bilet lotniczy. To powoduje brak wyrzutów sumienia przy chodzeniu do fantastycznych lokalnych knajpek oraz wyjazdu na nocleg gdzie indziej 😊

Samochód

Na miejscu wypożyczony na cały pobyt samochód w jednej z licznych lokalnych wypożyczalni. (bez najmniejszego problemu moża wypożyczyć samochód z dziecięcym fotelikiem)

Teneryfa noclegi 

Allegro Isora**** (dawniej Barcelo Varadero***). 

Hotel został w 2015 i 2017 roku odnowiony co podwyższyło jego standard.

Bezsprzecznym jego atutem jest położenie. Znajduje się w miejscowości Puerto de Santiago, czyli tak jakby na końcu pasma plaż od strony zachodniej (Playa de la Arena). Za miejscowością Los Gigantes (znacznie droższe) część nad morzem stanową góry i klify. Kontynuację plaż mamy dopiero od północy. Tutaj też urywa się okalająca wyspę autostrada (autopista del Sur) aby pojawić się ponownie na północy (autopista del Norte). Odległość od lotniska Reina Sofia to 40km (ok. 30min). Zostawiamy po drodze koszmarne blokowisko i dyskotekownie połączone z lunaparkami przy Playa de las Americas, całą Costa Adeje i Los Cristianos. W Puerto de Santiago czeka na nas niska zabudowa, przyjemna promenada, czarna piaszczysta plaża i hotel, z którego można dojść spacerkiem do pełnego knajpek centrum.

Sam hotel jest (był te kilka lat temu) bardzo przyjemny, ze sporym basenem. Chociaż przynajmniej kiedyś należało szczególną uwagę zwrócić na dobór pokoi. My mieliśmy potworne szczęście i dostał nam się chyba jeden z najlepszych, które w tym resorcie były przeznaczone dla polskiego biura podróży. Kompleks jest bowiem tak zbudowany, że można trafić na pokój z sąsiadem praktycznie w twoim łóżku (kompletny brak prywatności) albo z „widokiem” na scenę na której za dnia odbywają się animacje dla dzieci a wieczorem występy dla dorosłych.

Teneryfa atrakcje:

– kąpiel w basenie

Nie można przylecieć na rajską wyspę, gdzie już przy wysiadaniu z samolotu czuć w powietrzu zdecydowanie większą bliskość równika niż w Polsce i nie zmyć z siebie trudów podróży w basenie.  Zasługuje na to i dziecko i rodzic 😊. Tak więc kąpiel jest obowiązkowa. Dnie spędzając na wycieczkach z basenu korzystaliśmy prawie każdego ranka i wieczoru. Nam te pół godziny dwa razy dziennie wystarczyło, ale my już tak mamy 😊

– kąpiel w morzu

To jest ocean, więc trzeba bardzo uważać! W niektórych miejscach kąpać się można tylko w wyznaczonych okresach, w innych w ogóle nie jest to bezpieczne. Fale są naprawdę wysokie a prądy wciągające silne. Nie warto ryzykować. My poprzestaliśmy na moczeniu nóg. (wyjątek plaża Las Teresitas)

–  Loro Park 

(Loro Pargue)

Położony jest w północnej części wyspy w Puerto de la Cruz. 50 km pokonuje się w ponad 1,5h gdyż w pierwszej części trasy należy przebić się przez góry (ostre serpentyny!). Widoki są zresztą przecudowne! Loro Parque jest to wielki ogród zoologiczno-botaniczny. Są tu setki ptaków, żółwie, aligatory, małpy, tygrysy a także gigantyczne akwarium z przeszklonym tunelem, w którym zobaczyć można między innymi rekiny. W parku jest też pingwinarium. Do tego delfinarium z pokazami delfinów i orkarium z pokazami tresury orek.  Idealny dla najmłodszych. Dorośli pewnie niekoniecznie będą się chcieli tam tłuc przez góry w sumie 3h, ale będąc z pięciolatkiem postanowiliśmy zacząć pobyt od akcentu w 100% skierowanego na dziecko.

Czynne codziennie.www.loroparque.com/index.php/en

– La Orotava

Będąc już po północnej stronie wyspy pojechaliśmy 10km dalej na wschód do miasteczka La Orotava. Wyczytaliśmy, że to najstarsza i najładniejsza pod względem architektonicznym miejscowość na Teneryfie, więc grzech byłoby będąc w pobliżu nie podjechać. Rzeczywiście było warto zajrzeć tu na mały spacerek krętymi i stromymi uliczkami wzdłuż których rozciągają się XVII i XVIII-sto wieczne, bardzo ładnie zachowane i odrestaurowane kamienice.

– Garachico

Jest to jedno z ponoć najbardziej malowniczych miasteczek Teneryfy (NW, region La Isla Baja), którego centralna cześć otrzymała w 1980 roku od Króla Hiszpanii Juana Carlosa I Złoty Medal Sztuk Pięknych. Wokół rozciągają się malownicze zatoczki uformowane przez spływającą do oceanu lawę, która w wyniku erupcji wulkanu w 1706 roku zalała prawie całe miasto. My do miasteczka nie dotarliśmy. Trzeba bowiem byłoby zboczyć znacznie z głównej trasy (trasa TF-5 idzie górą, miasteczko jest w dole) a potem napowrót wspiąć się po serpentynach. Podziwialiśmy je jednak z jednego z licznych tutaj punktów widokowych (miradór).

Całodzienna wycieczka dobiegła końca.

– Los Gigantes

Są to spadające pionowo do oceanu, ogromne klify skalistego masywu Teno.  Nazywane przez rdzennych mieszkańców „Murami Piekieł” wznoszą się na wysokość nawet 600m. Klify te podziwiać można z przycupniętego poniżej miasteczka Los Gigantes (port, drogie hotele i pensjony,, tzw. wyższa półka klienta 😉). Przepięknie prezentują się z punktu widokowego z drogi TF-454 łączącej Puerto de la Cruz z Santiago del Teide i północną częścią wyspy (przemierzaliśmy tę krętą trasę wielokrotnie ale widok Los Gigantes zachwycał za każdym razem, chociaż zawsze podziwialiśmy je we mgle). Widok od strony morza zapiera oczywiście dech w piersiach. Mnóstwo jest firm oferujących rejsy różnego typu łodziami, skuterami, katamaranami czy motorówkami. My wybraliśmy piracki żaglowiec.

– Piracki rejs

Małego chłopca nic tak nie zachwyci jak rejs z prawdziwymi piratami 😊. 

Flipper Uno excursion to 3-godzinny rejs żaglowcem, podczas którego można podziwiać od strony oceanu potężne Los Gigantes i dalej malowniczą Masca. Delfiny towarzyszą wyprawie praktycznie zawsze, aby spotkać wieloryby trzeba mieć już szczęście. Podczas rejsu ubrana w odpowiednie do okoliczności stroje załoga częstuje kanapkami i napojami. Po przerwie na kąpiel (tylko dla odważnych bo trzeba skoczyć do wody z trapezu) podawana jest paella. I choć statek płynie z podniesionymi żaglami na silniku a zabawy czasami trącą kiczem to i tak warto.

Nasz syn był zachwycony tą przygodą! Przecudne widoki potężnych klifów i świetna atmosfera na łajbie dopełniły całości bardzo udanej, pełnej wrażeń wycieczki. Flipper Uno wypływa z portu w Los Gigantes. (www.flipperuno.com/?page_id=1568&lang=en)

– Masca

To malownicza wioska położona wysoko pomiędzy wąwozami. Uważa się, że jest jednym z miejsc, w którym najlepiej zachowała się tradycyjna architektura kanaryjska. Masca była do lat 60-tych XX wieku w zasadzie niedostępna, ukryta wśród masywów uformowanych miliony lat temu. Obecnie prowadzi do niej bardzo kręta i stroma droga (z Puerto de Santiago 20km, ponad 40 min). Widoki są tutaj nieziemskie – urwiska skalne, wąwozy, potężne góry, a w tle górujący nad wszystkim wulkan Teide. Legenda głosi, że była schronieniem dla piratów. W Masca w szczycie sezonu są niestety nieziemskie tłumy co skutecznie zabija piękno tego miejsca. Ale poza sezonem i taniej, i puściej 😉. To są góry, więc bluza czy nawet długie spodnie zdecydowanie się przydadzą.

Góry Anaga to geologicznie najstarszy obszar Teneryfy. To malownicze i górzyste tereny pełne krętych dróg i spektakularnych widoków. W marcu nie było tu w zasadzie turystów. Sami miejscowi. Góry te leżą w północno-wschodniej części wyspy, na tym jej „jęzorze”. Z Puerto de Santiago można się tam dostać albo od północy, ale wtedy trzeba przebijać się przez góry w części zachodniej, albo okrążając wyspę autostradą od południa. W kilometrach nieznacznie dalej, ale niewspółmiernie szybciej i wygodniej (110km, 1,5h).

Zważywszy na odległość zrobiliśmy sobie dwudniową wycieczkę z noclegiem w górskim schronisku.

– Playa de las Teresitas

Jest to bardzo duża plaża z drobniutkim,  jasnym piaskiem co na Teneryfie jest w cenie. Przy wejściach na plażę znajdują się bezpłatne toalety i prysznice. Leżaki i parasolki są oczywiście płatne. Choć fajna i jedyna w swoim rodzaju jest plażą sztuczną. Została „zbudowana” z nawiezionego z Afryki złotego piasku. Ale czy to ważne? 😉 Marzec, nie marzec kąpiel być musi. I choć woda raczej zimna i wiaterek też nie upalny, słoneczko pięknie świeci i amatorów plażingu jest sporo.

Po zabawach w piachu i wodzie ruszyliśmy dalej.

– Góry Anaga – wędrówka

Dalej pojechaliśmy na północ trasą TF-12 w kierunku El Bailadero. Wąsko, pionowo i kręto. Ale widoki przecudowne! Dzikie góry i przezierający niekiedy od wschodu lazur oceanu. Bajka! Dosłownie kilkaset metrów przed El Bailadero skręciliśmy w drogę TF-123 prowadzącą właśnie do tego miasteczka i dalej do Chamorgi. Minęliśmy schronisko Montes de Anaga, w którym zarezerwowaliśmy sobie nocleg i pojechaliśmy dalej do Chamorgi. Trasa Playa de las Teresitas – Chamorga to tylko 25km, ale pokonuje się ją w godzinę. Daje to świadectwo mnogości i ostrości serpentyn 😊.

W Chamorga kończy się droga, dalej prowadzą już szlaki piesze (i dla baaardzo lokalnego transportu). Mieliśmy ambitny plan przebić się przez góry i dotrzeć do latarni morskiej (faro de Anaga). Bardzo fajna, 4km trasa. Jednak z pięciolatkiem nie bardzo wyszło. Przeszliśmy mniej więcej do połowy drogi i zawróciliśmy. Nie żałujemy. To był fantastyczny dzień i piękna wycieczka. Widoki cudowne, trochę wspinaczki poczuło się w nogach, a jednocześnie nie przekroczyliśmy granicy za którą dopiero po długim czasie wspominałoby się ten wypad jako udany 😉. I byliśmy tam sami – tylko nasza trójka i spieczone słońcem, porośnięte kaktusami góry.

– Nocleg w Albergue Montes de Anaga  (od kwietnia 2016 na booking.com)

Jest to obiekt przeznaczony dla wędrowców, rowerzystów, wszystkich tych, którzy za stosunkowo niewielkie pieniądze chcą się przespać na szlaku i rano pójść/pojechać dalej. W naszym pokoju były 2 piętrowe łóżka, okno z cudownym widokiem na ocean i nic poza tym. Wspólna łazienka na korytarzu. Na kolację podawaną w sali telewizyjnej zamieniającej się na czas posiłków w stołówkę podano nam grillowane cukinie i bakłażany z ryżem. Śniadanie to w większości owoce i słodkie bułeczki. Wszystkim nam się bardzo podobało 😊.

– Roques de Anaga

Są to dwa wynurzające się z oceanu monolity będące jednym z bardziej charakterystycznych widoków opisujących Teneryfę.

– Candelaria

– Wulkan Teide

Górujący nad całą wyspą Pico del Teide jest najwyższym szczytem Teneryfy i całej Hiszpanii (3718m n.p.m.). Jest to typowy stratowulkan, czyli góra w kształcie stożka utworzona z zastygłej lawy. Wylewająca się podczas erupcji lawa była gęsta i nie rozlewała się po dużej powierzchni tylko szybko stygła tworząc coraz to wyższy stożek. Ostatni wybuch miał miejsce w 1909 roku i od tamtej pory wulkan uznawany jest za uśpiony. Niszczycielską siłę wulkanu widać w otaczającym go krajobrazie – krainie tufowej pustyni i zwęglonych drzew. Natura jednak powoli odradza się do życia i czarną tufową ziemię zaczyna już porastać nieśmiało piniowy las. Pico del Teide znajduje się na terenie Parku Narodowego Teide, który obejmuje cały obszar kaldery, czyli zagłębienia utworzonego podczas erupcji. Kaldera na Teneryfie jest jedną z największych na świecie i ma 15km średnicy.

Wybierając się na Teide trzeba bezwzględnie pamiętać o ciepłym ubraniu.

Na wysokości ponad 3000m nawet w najbardziej upalne lato będzie zimo, wieje silny wiatr. My w marcu mieliśmy zalegający jeszcze śnieg i zimowe kurtki wyjmowane w kolejce z plecaków nie były przesadą. Do tego bardzo dobre buty! Nie należy się też zbytnio przejmować mgłami zalegającymi w dolnych partiach. W dniu naszej wyprawy na Teide nadmorskie miasteczka spowijała gęsta mgła, która towarzyszyła nam jeszcze długo w drodze. Ale już na wysokości, gdzie piętro lasu ustępuje skarłowaciałej roślinności mgłę zostawiliśmy w dole. Wjechaliśmy w obszar kompletnie bezchmurnego, błękitnego nieba rozświetlonego wiosennym słońcem. I tak było do końca dnia. Nie mówię, że jest to regułą, ale nawet miejscowi zagadnięci o pogodę w Tamaimo mówili, żeby się niezbyt przejmować tym co tu, bo tam może być zupełnie inaczej 😊.

Wulkan Teide i Masca to dwa najczęściej odwiedzane miejsca na Teneryfie. Nie będą więc puste nawet poza sezonem ☹. Niemniej jednak jak wyjedzie się naprawdę wcześnie rano to jesteśmy w stanie podziwiać i jednio drugie i wszystko co po drodze w ciszy i spokoju. Tak było przynajmniej w marcu 😉.

– Wyprawa łodzią podwodną na Teneryfie

Niezapomnianą i jedyną w swoim rodzaju przygodą dla małych i dużych jest rejs łodzią podwodną. W tym celu udaliśmy się do Mariny San Miguel (45km, 45min autostradą). Tam czekała już na nas Żółta Łódź Podwodna(www.submarinesafaris.com/submarines.php), która zabrała nas w podwodny świat mniejszych i większych rybek. Co z tego, że rybki nie były kolorowe, co z tego, że nawet nie wypłynęliśmy w zasadzie z mariny – i tak przygoda przednia! Doświadczenie niebanalne, no bo kto ile razy zanurzał się w lodzi podwodnej? 😊. Całą akcją zajmuje się zresztą Polak mieszkający już od kilkudziesięciu lat na Teneryfie.

– Droga Krzyżowa w Adeje

Hiszpanie tradycyjnie wielką wagę przywiązują do inscenizacji religijnych. Zarówno na kontynencie jak i na wszystkich wyspach nie ma święta bez procesji, wielkiej kolorowej gali, inscenizacji tego co było i jak się odbywało. Dzień naszego powrotu z Teneryfy przypadał na Wielki Piątek. Pojechaliśmy więc do Adeje (26km) na procesję Drogi Krzyżowej. Dojechawszy na miejsce mieliśmy poczucie, że trafiliśmy do opuszczonego, wymarłego miasteczka. Nikogusieńko. Szliśmy i szliśmy nie spotkawszy żywej duszy. Wszyscy, dosłownie wszyscy byli bowiem zgromadzeni na głównym placu skąd w samo południe ruszała procesja. Żar lał się z nieba. Adeje nie leży nad morzem tylko w głębi lądu, więc na orzeźwiającą bryzę nie było co liczyć. Wreszcie pochód ruszył. Całość trwała pewnie z 3-4h, my uczestniczyliśmy w pierwszych dwóch.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o