Dalej i Dłużej Panama

San Blas – rajski archipelag Kuna Yala

Agata
napisany przez Agata

 

San Blas to archipelag wysp na Morzu Karaibskim. Są tu palmy kokosowe, jest biały piasek, jest turkusowa woda i kolorowe rybki. To takie rajskie wyspy z pocztówek. Mówi się, że jest ich tu 365 – jedna na każdy dzień w roku.

 

Żyją na nich Indianie Kuna, którzy uciekli tu w przeszłości przed Hiszpanami. Na wyspach tych zastali Anglików, stąd język Kuna kompletnie nie przypomina hiszpańskiego, a jak się bliżej przysłuchać to poszczególne słowa odpowiadają angielskim.

W 1925 roku, pod wodzą Nele Kantule wybuchła rewolucja. Bunt Indian zakończył się uznaniem przez Panamę niepodległości archipelagu. Powstała wtedy Comarja de Kuna Yala, czyli region autonomiczny. To oddzielne terytorium, do którego wjeżdża się za okazaniem paszportu. Mają swoje prawa, prowadzą oddzielną politykę podatkową i kulturową. Policja panamska nie ma tu jurysdykcji.

Kunowie bardzo strzegą swojej odrębności, nie dopuszczają do niej ani Panamczyków, ani turystów (ale chętnie o niej opowiadają). Tu władzę centralną sprawuje Wódz, który ma prawo nagradzać i karać wszystkich Kunów. To on decyduje o przepływach pieniężnych, daje ziemię, itp. Bardzo duży nacisk kładzie się też na tradycje. Dzieci w szkole uczą się tradycyjnych tańców, swojej historii, rytuałów. Mają też swoje restrykcyjne zasady co do ochrony strefy prywatnej. Nie mogą się na przykład publicznie całować ani nawet trzymać za rękę. Turystom natomiast nie wolno robić im zdjęć ani filmować. Na wyspach obowiązuje zakaz używania dronów. Nawet w najgęstszym panamskim tłumie nie sposób przeoczyć kobiet Kuna, ubranych w ręcznie barwione i tkane techniką molas bluzki, z rękami i nogami oplecionymi kolorowymi paciorkami.

 

 

Po perypetiach z dostaniem boardingu na ostatni odcinek lotu, po zabranych paszportach na Kubie i po tym jak na lotnisku odkryliśmy, że nie doleciał jeden plecak (i nikt nie wie gdzie jest)… szybciutko uciekliśmy na tropikalne karaibskie wyspy San Blas.

Po 3h jazdy po niewyobrażalnie krętych górskich drogach dotarliśmy do portu, a po kolejnych 30minutach siedzieliśmy już na jednej z wysp. Kiedyś droga samochodem 4×4 zajmowała ponad 5h. Dziś szutr pokryto asfaltem i jedzie się sprawniej.

To był nasz port do aklimatyzacji, przestawienia się w czasie (o bagatela 7h 😉) i pozbycia europejskich manier wiecznego patrzenia na zegarek, spieszenia się gdzieś, planowania… Udało się nam to dopiero drugiego dnia. Dopiero wtedy odkryliśmy, że nic nie musimy, że czas nie pędzi, że możemy być tu i teraz i tak trwać siedząc w wodzie albo leżąc na bajecznie miękkim piasku. Pierwszego popołudnia nasze umysły jeszcze gdzieś galopowały, mózg cały czas pukał i wołał „czas ci przelatuje między palcami, zrób coś!”. A potem już nie… 😊. Dostosowaliśmy swoje tempo do szumu fal i palm.

 

Tu każda z prawie 400 wysp jest rajska, każda z białym piaskiem i palmami kokosowymi.

Niektóre są zamieszkałe przez lokalne społeczności, inne nie. Na niektórych postawiono cabañas i przyjmuje się turystów.

My byliśmy na Naranjo Chico, w Cabañas Ina. Warunki są tu proste. Chata kryta liśćmi palmy, podłoga z surowych desek albo po prostu z piasku. W środku łóżka. Łazienki są wspólne i bardzo proste. Jest też coś co służy za prysznic. W wodzie puszczanej o godzinie 17:00 ze zbiornika na dachu można szybko spłukać morską sól.

 

Ale te warunki nie mają znaczenia, a w zasadzie właśnie nabierają swego ogromnego, niesamowitego, naturalnego znaczenia kiedy ujrzy się kolor wody i zieleń palm! Tu jest po prostu cudnie. Na próżno szukać tu luksusów. Na próżno szukać barów z kolorowymi drinkami. Od Indian można kupić piwo, wodę i coca cole. Można kupić też butelkę rumu. Ale nade wszystko można kupić przepiękne ręcznie robione (bez ściemy, bo na naszych oczach) molas. Mola to tkanina ręcznie barwiona i tkana specjalną techniką nakładania kolejnych warstw kolorowych materiałów na siebie. A za 1$ można nabyć  kokosa, w którym zręczna ręką wycięła odpowiedni otwór i z którego można napić się pysznego, orzeźwiającego mleczka. Chłepcze się je prosto z owocu oblewając przy tym aż do pasa. Ale nie ma to znaczenia, gdyż i tak cały czas chodzi się w kostiumie kąpielowym, w którym za chwilę zanurzy się człowiek w morzu.

Posiłki są proste – głównie ryba z ryżem albo smażonymi bananami, na śniadanie kawa i pancake z czekoladą. Wszystkie podawane są o określonych porach, a gości zwołuje się dąc w róg. Zmierzch zapada tu szybko i regularnie – o godzinie 19:00 jest już ciemno. Wtedy można siedzieć nad brzegiem morza i patrzeć w gwiazdy. Można też przegadać pół nocy z poznanym kilka godzin wcześniej Kuną, który opowiada o swoich wyspach, tradycjach, kulturze i legendach. Opowiada i opowiada….

 

Kiedy my byliśmy na San Blas (sierpień 2019) było tu bardzo mało osób. Bo niby zima, bo niby zła pogoda…. No cóż, sami Panamczycy i Indianie śmieją się z tych europejskich i amerykańskich przesądów. Twierdzą, że u nich pogoda cały rok jest w zasadzie niezmienna. My mieliśmy w każdym razie ideał 😊. I całą wyspę praktycznie dla nas 😊.

 

Wyprawa na San Blas nie jest tania. Oferty agencji mogą sięgnąć nawet 300 USD od osoby za dwu-trzydniowy pobyt. Ale nie ma to jak blogi podróżnicze 😉. Właśnie w ten sposób zdobyłam namiar na Tony’ego, Indianina organizującego pobyty na wyspach (+50761548486). Ostatecznie całość wyniosła nas po 135 USD od osoby za trzydniowe wakacje w raju.

KOSZTY ( 3pax, sierpień 2019)

  • Transport 4×4 Panama City – port – Panama City: 50 USD/os.
  • Opłaty na granicy (podatki, wejściówki): 23 USD/os.
  • Pobyt (2 noclegi w trzyosobowej cabaña privada, 3 posiłki dziennie, tour na 3 wyspy): 62 USD/os.
  • Ceny na miejscu:

– kokos: 1 USD

– piwo: 1,5 USD

– coca cola: 1,5 USD

– molas: 10, 15, 30 USD (w zależności od wielkości i pracochłonności w wykonaniu)

 

Czytaj dalej:

Panama City – miasto kontrastów

El Valle de Anton – miasteczko na dnie wulkanu

Półwysep Azuero – pustynia w tropikalnym kraju, wieloryby i uciekające muszle

Isla Coiba – najlepszy snorkeling ever

Boquete – quetzale, kolibry, dżungla i wodospady

 

Czytaj również: 

Panama – dlaczego warto odwiedzić ten kraj

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o