Tatry - doliny tatrzańskie zimą

Dolina Kościeliska zimą

Agata
napisany przez Agata

Dolina Kościeliska jest jedną z najpiękniejszych tatrzańskich dolin.

Położona w Tatrach Zachodnich, długa na 9 kilometrów, jest drugą co do wielkości (po Chochołowskiej) doliną w polskiej części Tatr.  

Rzeźbę terenu uformował w niej między innymi lodowiec. Dolna i środkowa część doliny zbudowana jest ze skał osadowych, górna z krystalicznych. Dnem doliny płynie Potok Kościeliski. Po drodze mija się trzy zwężenia, zwane bramami, które sprawiają, że góry i skały są tu, blisko a nie tylko tam, wysoko i daleko. 

W Dolinie Kościeliskiej znajdują się też liczne jaskinie. Kilka z nich jest udostępnionych turystycznie: Jaskinia Mroźna, Jaskinia Raptawicka, Jaskinia Obłazkowa, Jaskinia Mylna, Jaskinia Smocza Jama.

 

Trochę historii

W przeszłości, bo już od końca XV wieku, na tym terenie wydobywano srebro, miedź i antymon. Od końca XVIII do połowy XIX stulecia zaś rudy żelaza. Na jednej z polan przetapiano tę rudę. Była tam kuźnia, zakład metalurgiczny, karczma, chaty robotników, tartak, leśniczówka i kościółek. To właśnie od tego kościółka polanę z zabudowaniami zaczęto nazywać Stare Kościeliska, a potem całą dolinę – Doliną Kościeliską.

Jest też stara góralska legenda, która nazwę doliny wiąże z mroczną historią tatarskich wojowników… Mianowicie mieszkańcy tych ziem mieli zapędzić grupę wrogich Tatarów pomiędzy strome skaliste ściany doliny i zatarasować drogę zwalonymi głazami i drzewami. Ci zmarli z wycieńczenia, a od stosów ich kości dolina nazywana jest Kościeliska. To jednak tylko legenda…

Faktem natomiast jest, iż kiedyś dnem doliny a dalej przez Tamanową Przełęcz biegł trakt kupiecki. A jak trakt, kupcy, juczne konie i wozy z towarami to i zbójnicy. Pamiątką  z tamtych czasów są dziś nazwy skał: Zbójnicka Turnia, Zbójnickie Okna, Zbójnicki Stół…

A jak zbójnicy to oczywiście i ukryte skarby… o których do dziś dnia krąży tu wiele legend i opowieści. Na niektórych skałach można znaleźć nawet znaki poszukiwaczy z XVI i XVII wieku.

 

Dlaczego Dolina Kościeliska?

Zimą, bez niezbędnego sprzętu i jeszcze niezbędniejszych umiejętności, w góry raczej nie pójdziemy. Zwłaszcza z dzieckiem, nawet jeśli to dziecko ma już dwanaście lat 😉. A więc doliny 😊. Kościeliska jest malownicza i urozmaicona. Obok szumi potok a trzy przewężenia, tzw. bramy, dają poczucie bliskości skalistych gór. Na końcu zaś znajduje się schronisko, w którym można nie tylko napić się, zjeść i ogrzać ale też przenocować wśród ciszy gór. Taki był właśnie nasz cel – zawędrować i zaszyć się w górach, w czystym powietrzu, w ciszy, w nocy bez zbędnych świateł…

 

Dojazd do Doliny Kościeliskiej

– samochodem: w Kirach jest parking (płatny)

– busem z Zakopanego: busy odjeżdżają spod ronda przy dworcu PKP, zatrzymują się na Al. 3 Maja, na Skibówkach i Krzeptówkach. Cena: 5zł z Zakopanego, 4zł z Krzeptówek.

Wejście na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego: 5zł/ bilet normalny; 2,5zł/ bilet ulgowy.

 

Dolina Kościeliska trasa

Szlak zielony wiedzie od Kir do schroniska PTTK na Hali Ornak i liczy 5,5 km. Jest on łatwy, prowadzi wąwozem o bardzo łagodnym podejściu. Do Hali Pisanej wiedzie szeroka, wygodna droga (jeżdżą dorożki/sanie). Na ostatnim odcinku mamy jedynie lekkie podejście. Idealne miejsce na wycieczkę z dzieckiem – i latem i zimą.

U wylotu doliny znajduje się parking, toalety, kasa TPN, tu też zostawia nas bus.

Spacer rozpoczyna się od wejścia na szeroką polanę.

Podczas naszej wędrówki wiało tam strasznie, ale widoki były cudne. No i znaleźliśmy śnieg! Tak wyczekiwany i poszukiwany na terenie prawie całego kraju w tym sezonie (2019/2020).

Po przejściu około 500 metrów dochodzi się do Niżniej Kościeliskiej Bramy (inaczej Bramy Kantaka) – pierwszego malowniczego przewężenia skalnego, nazwanego tak w 1877 roku na cześć Kazimierza Kantaka, zasłużonego członka Towarzystwa Tatrzańskiego. W tym miejscu droga spotyka się z Potokiem Kościeliskim. Po wschodniej stronie (lewej) widać skały będące częścią zbocza Małego Regla (1142 m n.p.m.), po zachodniej (prawej) – Zadniej Kopki (1333 m n.p.m.).

Za bramą wychodzi się na kolejną polanę – Wyżnią Miętusią Kirę, na której prowadzony jest kulturowy wypas owiec. W lecie w bacówkach można kupić oscypki, żentycę i bundz – zimą trzeba się obejść smakiem 😉. Polana ma długość ponad 700 metrów. Przy jej krańcu jest skrzyżowanie szlaków: do Doliny Lejowej i dalej do Doliny Chochołowskiej (czarny – Ścieżka nad Reglami), na Przysłop Miętusi (czarny – Ścieżka nad Reglami), na Ciemniak (czerwony – Czerwone Wierchy).

Tu Potok Miętusi łączy się z Potokiem Kościeliskim i wchodzi się na Cudakową Polanę, a następnie na polanę Stare Kościeliska. Tu stoi też kapliczka górnicza – pamiątka po czasach, gdy polana Stare Kościeliska tętniła życiem wydobywających, przetwarzających i transportujących rudę. Na końcu polany znajduje się rozwidlenie szlaków: na Halę Stoły (niebieski) i do Jaskini Mroźnej (czarny).

Za polaną przechodzi się przez drugie przewężenie skalne – Pośrednią Kościeliską Bramę (Bramę Kraszewskiego), nazwaną tak na cześć pisarza Ignacego Kraszewskiego, który w 1866 roku odwiedził dolinę. Tu wysokość skalnych ścian dochodzi do 100 metrów, a długość tego przewężenia to ok. 500 metrów. Jest wąsko i ślicznie. Skały jakby wręcz wiszą nad szlakiem. A Potok Kościeliski cały czas szumi towarzysząc w wędrówce.

W tej części doliny możemy obserwować pierwotny, urwiskowy las świerkowy. To taki las, w którym drzewa zakorzeniły się w gołych skałach. Ponadto w skale, po zachodniej stronie (prawej) znajduje się ponoć figura św. Katarzyny. Umieszczona została ona tu w 1897 roku w podzięce za powrót do zdrowia leśniczego, który spadł z tej skały, lub (według innej wersji) jako dziękczynienie za powrót do zdrowia cesarza Franciszka Józefa. My jednak tej figury nie wypatrzyliśmy. Albo jest dobrze ukryta, albo my mamy słabe oczy 😉.

Idąc dalej mija się wyjście szlaku czarnego wiodącego przez Jaskinię Mroźną i po kolejnych kilkuset metrach dochodzi się na Polanę Pisaną. To tu znajduje się końcowy postój dorożek konnych. Są toalety (toitoi) oraz stoły turystyczne. Ma tutaj także swój koniec jednokierunkowy szlak przez Wąwóz Kraków (żółty).

Było pięknie i cicho.

Wycieczka dzieciaków z zimowiska minęła nas i poszła dalej, a my zaczęliśmy picnic 😊. Chociaż trochę zimno było, to kanapeczki i gorąca herbatka z termosu smakowały jak nigdy!

Ok. 150 metrów za Polaną Pisaną znajduje się Wyżnia Kościeliska Brama (Brama Raptawicka) – trzecie zwężenie na szlaku dnem doliny. Ma ono długość ok. 700 metrów. Po zachodniej stronie znajduje się kilkusetmetrowa skalna ściana –  Raptawicka Turnia, a po wschodniej Skała Pisana. W tej pierwszej mamy takie jaskinie jak Mylna, Raptawicka i Obłazkowa (system Jaskiń Pawlikowskiego). U stóp drugiej płynie Potok Kościeliski i znajduje się otwór prawie półkilometrowej Jaskini Wodnej pod Pisaną, z którą związane są różne góralskie legendy. Jedna z nich mówi o śpiących w niej rycerzach Bolesława Chrobrego (alternatywne miejsce dla tych spod Giewontu 😉)… Inna o kaczce znoszącej raz do roku złote jajo… (Jaskinia nie jest udostępniona dla turystów.)

Dalej droga zaczyna się nieznacznie wspinać.

Na tym odcinku złapał nas niestety deszcz, który na szczęście szybko przeobraził się w deszcz ze śniegiem a w końcu w pruszący wielkimi płatami śnieg.

Hala Ornak, której nazwa pochodzi od góralskiego „oreł”, czyli orzeł, to dawna hala pasterska. Mała Polanka Ornaczańska leży na wysokości 1095 – 1110 m n.p.m. i na niej znajduje się Schronisko PTTK. Wielka Polana Ornaczańska leży nieco dalej na południe. Dziś nie jest już „wielka” bo w wyniku zaprzestania wypasu owiec jej powierzchnia zmniejszyła się o prawie 80%. Odchodzi stąd szlak na Iwaniacką Przełęcz i dalej do Doliny Chochołowskiej (żółty).

 

Nocleg w Schronisku PTTK na Hali Ornak 

Schrnonisko Ornak

Od początku planowania wyjazdu w Tatry wiedzieliśmy, że chcemy nocować w schronisku. Nie dlatego, że nie dalibyśmy rady przejść w obie strony doliną – bo dalibyśmy bez problemu. Chcieliśmy jednak uciec z miasta. I to się udało. O ile w godzinach największego szczytu (12:00 – 15:00 w zimie) w schronisku panuje totalny młyn a znalezienie miejsca przy stole graniczy z cudem, o tyle wieczorem i rano jest wręcz błogo. Cicho, spokojnie, pusto – idealnie 😊.

Schronisko oferuje 48 miejsc noclegowych w pokojach 2, 3, 4, 6 i 8-osobowych.

Niektóre „dwójki” są z umywalką. Łóżka w pokojach są zaścielone. W części hotelowej (na piętrze) znajdują się toalety (czyste, ciepłe, w dostatecznej ilości) oraz sala wypoczynkowa z biblioteczką. W podziemiach znajduje się kuchnia turystyczna, suszarnia i prysznice (czysto i ciepło, ciepła woda w godzinach 17:00 – 20:00, zima).

Schronisko nie posiada podłączenia do sieci elektrycznej i zasilane jest za pomocą agregatu prądotwórczego. W pokojach całą dobę można świecić małe (zastępcze) światło, natomiast mocniejsze oświetlenie włączane jest w godzinach 18:00/19:00 – 20:00/21:00, zima). To samo z ogrzewaniem – włączane jest ok. 18:00/19:00. W pomieszczeniach ogólnych cały czas jest przyjemnie i ciepło. W nocy w pokojach jest ciepło i śpi się wręcz znakomicie 😊. Bufet, gdzie można zamówić ciepły posiłek czynny jest do godziny 19:30 (zima). Wrzątek oczywiście za darmo.

Pokój trzyosobowy: 60zł/osoba/doba (razem 180zł)

 

Bitwa na śnieżki

Po otrzymaniu pokoju, odpoczynku i zjedzeniu obiadku wyszliśmy się przewietrzyć. Właśnie nasypało świeżego śniegu. Zawiejka ustała, a góry wokół nieśmiało spowijało skręcające się ku zachodowi słońce. Na dłuższy spacer zdecydowanie było za późno. Ale na śnieżną bitwę – w sam raz. Dobre 40 minut walki w głębokim, świeżym śniegu. Bajka! Syn to ja jeszcze rozumiem – ale ja i moja mama!?! 😉 Zachłysnęliśmy się wszyscy dosłownie tą zimą, tym śniegiem, tą zabawą tak obcą nam już niestety w codziennej nizinnej rzeczywistości…

 

Smreczyński Staw

Smreczyński Staw to leżące na wysokości 1227 m n.p.m. górskie jezioro morenowe. Ma on powierzchnię około 0,8 ha i średnią głębokość 1,8 m. Spod Hali Ornak prowadzi do niego czarny szlak.

Następnego dnia śnieżyca od rana. Dosypało świeżego puchu. Do Smreczyńskiego Stawu przedzieraliśmy się jako pierwsi, więc przecieraliśmy szlak brodząc w śniegu po kolana. Według kierunkowskazu dojście nad staw ze schroniska Ornak zajmuje około 30 minut. Ale latem, albo po wydeptanej ścieżce. Nam pół godziny zajęło wspięcie się na pierwsze przewyższenie i przejście kawałka lasem 😉. Dodatkowo znów zerwała się zawieja, zrobiło się ciemnawo. Byliśmy zupełnie sami. Może słusznie, może nie słusznie, ale postanowiliśmy zawrócić. Oczywiście jak tylko doszliśmy do doliny i rozwidlenia szlaków to spotkaliśmy następnych chętnych. Nawet całkiem sporo osób tam poszło. No cóż… nad Smreczyński Staw tym razem nie dotarliśmy, ale przygodę to przeżyliśmy my, a nie oni 😉. To my szliśmy jako pierwsi, zupełnie sami, w ciszy i dziewiczej bieli. To my torowaliśmy szlak. Było cudnie! 😊

 

Do Kir wróciliśmy też w śnieżycy. Najpiękniej było z rana, kiedy na szlaku było niewielu turystów. Niestety z upływem dnia ilość spacerowiczów gęstniała… Nam to jednak na szczęście niespecjalnie przeszkadzało – my już swoje zobaczyliśmy 😊.

 


 

KOSZTY  (luty ferie 2020)

– Nocleg: Schronisko PTTK Ornak: 60zł/osoba/doba w pokoju trzyosobowym

– Przejazdy:

  • bus Zakopane Dworzec – Dol. Kościeliska: 5zł/osoba

– Wejście to TPN: 5zł/normalny, 2,5zł/ulgowy

– Posiłki w schronisku:

  • szarlotka: 12zł
  • oscypek z grilla: 15zł
  • zestaw śniadaniowy: 16zł
  • kotlet schabowy w zestawie: 30zł
  • bigos: 19zł
  • grzaniec: 10zł
  • frytki: 10zł
  • rosół/grzybowa: 10zł

 


 

Czytaj dalej:

Dolina Strążyska zimą

Zakopane zimą

Tatry Zimą

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o