Serbia

Park Narodowy Tara – canyoning i punkty widokowe

napisany przez Agata

(etap 7)(sierpień 2018)

Park Narodowy Tara

leży na zachodzie Serbii i jest piękny!

Jest to taki wrąbek wcinający się w Bośnię i Hercegowinę. To prawie 20 000 hektarów lasów, gór i łąk będących domem dla 140 gatunków ptaków, 28 gatunków ryb i 58 gatunków ssaków, w tym największej populacji niedźwiedzia brunatnego w Serbii.

W przeciwieństwie do Parku Narodowego Djerdap jest szeroko dostępny dla turystów.

Mamy tu sporo szlaków i dróg. Dużo z nich jest niestety dostępna też dla samochodów. Serbowie bowiem niechętnie chodzą, ale chętnie są na pięknym punkcie widokowym 😊. Ale przy tym natężeniu turystyki (jeszcze!) nie przeszkadza to jakoś bardzo.

Co do szlaków tylko i wyłącznie pieszych tutaj też mamy do czynienia z dość charakterystyczną specyfiką. Szlaki są. Są nawet całkiem dobrze oznaczone (znaki na drzewach, kamieniach, itp.), niemniej jednak stan ścieżki niejednokrotnie pozostawia wiele do życzenia. Są zarośnięte, czasami zawalone drzewami. Wyglądają jak ścieżki, którymi od dawna nikt nie chodził. Bo to i prawda… 😉

www.nptara.rs

Nocleg w Parku Narodowym Tara, Zaovine

Apartament „Planinsko selo” (rezerwacja booking.com)

Rewelacja!!! Pod każdym względem rewelacja!

Począwszy od przemiłego gospodarza, który czekał na nas już na rozstaju dróg abyśmy się nie zgubili i dobrze skręcili w małą, stromą, żwirkową dróżkę na końcu której, po 1,5km stał na wzgórku mały domek.

Byliśmy w nim sami, ale w domu jest miejsce dla 6 osób. Na piętrze są 2 sypialnie (w każdej po 2 łóżka pojedyncze, w naszej dostawione było jeszcze dodatkowe łóżko polowe dla syna). Na dole jest salonik z rozkładaną sofą. Jest łazienka i w pełni wyposażona kuchnia. Ganek, na którym można wypić rano kawę słuchając śpiewu ptaków i miejsce na ognisko, przy którym można bawić się w nocy.

Wystrój jest typowo rustykalny – drewniana ława, drewniany stół. W kącie stoi wrzeciono. Jest też koza, która w chłodne dni ogrzewa cały dom. Domek stoi samotnie na wzgórzu. W niedalekiej odległości gospodarz buduje kolejne dwa małe domki, ale puki co są one jeszcze niezamieszkałe. Jest cicho i cudownie 😊. Ma też małego lokatora na poddaszu, który trochę buszuje nocami 😉.

Dom znajduje się nad Spajica Jezero. Prowadzi doń ścieżka, którą można wybrać się na spacer (sporo w dół, a potem w górę, można się kąpać, ale podobno zimna woda). W odległości 1,5km, ale ostro pod górę, jest Jezioro Zaovine, tama i jedyna w okolicy restauracja Tarsko Jezero. Mimo, że jest w tak wspaniałym miejscu i nie ma konkurencji, cenami nie odbiega od innych knajp. Czynna jest od 08:00 do 20:00. I jest tam dość tłoczno. Zwłaszcza w weekend może zabraknąć stolika. Są turyści serbscy, ale nie brakuje też stałych bywalców, którzy z rana wstępują sobie na lufkę rakiji i papieroska. A wieczorem na dwie lufki i kilka papierosków 😉.

Apartament „Planinsko selo”  jest dopiero od tego sezonu (2018) na booking.com, dlatego na 3 tygodnie przed przyjazdem mogłam go jeszcze zarezerwować. Podaż nad Zaovine jest jednak tak mała, że nawet ta skromna liczba wczasowiczów zapełnia wszystko.

 

Park Narodowy Tara atrakcje

Kucica na Drini

Dom na Drinie

Jezioro Bled i wyspa Blejski Otok to wizytówka Słowenii, zamek Neuschwanstein to Bawaria, biel i niebieski to kolory Santorini, a Maczuga Herkulesa to Jura Krakowsko-Częstochowska. Tak Kucica na Drini, czyli Dom na Drinie to bezsprzecznie wizytówka Serbii. Nie ma bowiem folderu czy artykułu o Serbii nie zawierającego zdjęcia lub wzmianki o tym niepozornym domku stojącym na skale po środku granicznej rzeki.

I rzeczywiście domek wygląda ciekawie i ciekawa wiąże się z nim historia.

Zbudowali go bowiem w 1969 roku okoliczni chłopcy jako domek do zabawy – taką wakacyjną kryjówkę, alternatywę domku na drzewie. W przeszłości kilkakrotnie wody Driny porywały domek, jednak chłopcy zawsze go odnajdywali i montowali na skale z powrotem. Stoi on tu już więc od prawie 50 lat.

Dziś jest wielką atrakcją, na którą turyści mogą sobie popatrzyć z tarasu restauracji usytuowanej na serbskim brzegu.

Trochę tu jednak za głośno i za turystycznie. W restauracji co prawda podają najlepsze na świecie koktajle malinowe i de facto nie ma aż takiego tłumu, ale i tak byłoby znacznie romantyczniej jakby było tam po prostu pusto. Zwłaszcza, że po drugiej stronie szosy jest kolejna restauracja i budują się co najmniej dwa kilkupiętrowe bloki. Będą to tzw. hotele z widokiem.

Jeśli chodzi o porę dnia do zdjęć Domku na Drinie od strony serbskiej to zdecydowanie przedpołudnie, kiedy słońce oświetla nam rzekę zza pleców. My byliśmy po południu i wszystkie zdjęcia mamy robione pod słońce. 

Dalej serpentynami i niezwykle krajobrazowymi drogami pojechaliśmy przez Bajina Basta i Perucac do Zaovine. Bajina Basta to ostatnia większa miejscowość. Tutaj należy zrobić wszelkie zakupy, zatankować. Perucac jest mały, Mitrovac jeszcze mniejszy, a w Zaovine nie ma nic 😉.

 

Jezioro Zaovine

Zaovine to sztuczny zbiornik (jak w zasadzie wszystkie jeziora w Serbii), powstały dzięki zbudowaniu tamy na rzece Beli Rzav. Nie jest to jednak okrągła balia. Jezioro ma niesamowity kształt rozlanej plamy atramentu z licznymi zatoczkami i półwyspami. Ma też niesamowity, turkusowy kolor, ciepłą wodę i całkiem sporo miejsc do kąpieli. Wejścia co prawda są kamieniste, więc wygodnie jest mieć obuwie do pływania lub chociażby klapki, ale woda za to przecudowna! I w dzień, i po zachodzie słońca 😉.

 

Canyoning Beli Rzav

Był to właściwe 8 godzinny trekking przez kanion rzeki Beli Rzav.

Najpierw 1,5 kilometrowy marsz wzdłuż strumienia, a właściwie jego środkiem, do kanionu. A potem…. potem szliśmy dalej wodą. Cały czas trzeba było uważać na podwodne kamienie i głazy. Nad nami zaś wyrastał niebotycznie wysoki kanion. Piękne! Ale i męczące. Co kilkanaście metrów napotykaliśmy zawaliska spróchniałych drzew, które od setek lat spadały w koryto kanionu. Trzeba było je pokonywać, a to wymagało nie tylko siły, ale i wytężonej uwagi, sprytu. Trzeba było rozważnie stawiać kroki, metr po metrze przesuwać się do przodu uważając, żeby noga lub ręka nie wpadły w szczelinę powstałą przy stanięciu na zbyt spróchniały konar.

W połowie drogi był 6-cio metrowy uskok skalny, który trzeba było pokonać spuszczając się na linie.

Syn, mimo że był najmłodszym w grupie liczącej 18 osób (i najmłodszym „kanjoningowcem” w karierze naszego przewodnika!) poradził sobie najlepiej ze wszystkich 😊. Sprawne, pewne opuszczenie się na nogach. No i wszyscy, a zwłaszcza przewodnicy, byli pod ogromnym wrażeniem! Brawo 😊. A zadanie nie było proste. Wszyscy mieliśmy strach w oczach w chwili, kiedy zapięci w uprzęże musieliśmy usiąść ciężarem ciała w powietrzu, na linie. I powoli, odbijając się delikatnie nogami od skały, uważając jednocześnie żeby nie gibnęło nas za bardzo w bok na boczną ścianę, spuścić się w dół. Na górze asekurował nas oczywiście jeden, a na dole drugi przewodnik.

Następny etap to głębia, którą trzeba było przepłynąć. Potem znów zawaliska. Potem kolejna głębia i znów zawaliska, kilka mniejszych uskoków, które pokonywało się spuszczając jak na zjeżdżalni. Następnie znów zawaliska i jeszcze więcej zawalisk. Ponad głowami zaś nieustannie wysoki, strzelisty kanion.

W ten sposób przeszliśmy dnem wąwozu jakieś 3km co zajęło nam ok. 5h. Mega pięknych, ale też i potwornie wyczerpujących 5h. A czekał nas jeszcze powrót. I to wcale nie było proste zadanie! Przez 2km wspinaliśmy się praktycznie pionowo w górę. Szliśmy szlakiem, ale tak jak pisałam, w Serbii to nie znaczy to samo co w Polsce. Oznaczenia są, ale ścieżki de facto nie ma. Pięliśmy się więc mozolnie w sznureczku pod górę, a przewodnik torował nam szlak kijem. Wyżej i wyżej…. I jeszcze wyżej!!!! I tak przez grubo ponad 2h. Jak już dobrnęliśmy do szczytu to ostatnie 3km szutrową drogą w dół praktycznie przefrunęliśmy jak na skrzydłach.

Beli Rzav canyoning to impreza trwająca od 10:00 do 19:00 (czysty marsz od 11:00 do 19:00). Cały czas w naprawdę dużym wysiłku i koncentracji. Była to znowu, podobnie jak przy cavingu, granica naszych możliwości, tym razem kondycyjnych. Ale podobało nam się niezmiernie. Te widoki, ta przygoda!!!! 😊

Całość imprezy zamawiałam w firmie Explore Serbia (www.explore-serbia.rs/ture/kanjon-beli-rzav/) (Tatjana, <info@explore-serbia.rs>).

Nie mają co prawda jeszcze strony w języku angielskim, ale porozumiewają się w tym języku bez najmniejszego problemu. Działają sprawnie i dobrze. Jeśli chodzi o wiek dziecka to 10 lat było na bardzo dużej granicy, może nawet trochę powyżej niej…. Co do sprzętu też można mieć pewne zastrzeżenia: brak długich pianek powodowało liczne obtarcia na nogach, brak kasków. Niemniej jednak i tak imprezę i jej organizację zaliczam do udanych, a firmę mogę polecić.

Cena to 50 euro od osoby. Można powiedzieć, że sporo, ale taka przygoda, te widoki i te przeżycia warte są zdecydowanie tych pieniędzy!

 

Punkt widokowy Banjska Stena

 Jest to punkt widokowy, z którego rozciąga się przepiękny widok na płynącą przez kanion i góry graniczną, turkusową w promieniach słońca – Drinę oraz Bośnię i Hercegowinę na jej przeciwległym brzegu.

Mimo, że jest to najbardziej znany vidokovac w PN Tara, tłumów nie było. Piękna pogoda, sierpień, słońce, 250C i tylko kilka osób na szczycie, które zresztą i tak zaraz sobie poszły.

Są tu właściwie 2 punkty widokowe.

Pierwszy balkonik pokazuje nam Drinę i BIH, po przejściu kawałek dalej mamy tablicę z misiem, a jeszcze dalej kolejny balkonik, z którego widać serbskie miasteczko Perucac i tamę. Tutaj też jest luneta (darmowa), przez którą można sobie pooglądać liczne i modne tu jak widać domki na Drinie.

Do Banjska Stena można iść szlakiem z Mitrovaca – 6km w jedną stronę, lub podjechać samochodem. Serbowie wybierają głównie tę drugą opcję. My wybraliśmy wariant pośredni. Zmęczeni wczorajszym canyoningiem podjechaliśmy 3km, pozostawiliśmy samochód w leśnej zatoczce i dalszą połowę trasy pokonaliśmy na nogach. Ostatni kilometr jest do pokonania przez każdego, tutaj kończy się opcja samochodowa i trzeba iść. Szlak dalej prowadzi jednak szutrową solidną, ubitą drogą. Dopiero w samej końcówce trzeba wspiąć się lekko leśną ścieżką i po skałkach, ale to już w zasadzie nad samą krawędź wąwozu. Tak więc szlak jest super prosty i niewymagający. Dla każdego.

 

Tepih Livada

 Jest to supermiękki, bo rosnący na podmokłym podłożu, dywan z mchów. Jest to zjawisko unikalne. Szkoda tylko, że niestety dziś zniszczone ☹. Ludzie zadeptali ten delikatny ekosystem i z dywanu pozostało dziś błotne klepisko. Szkoda. Może w przyszłości się jeszcze odrodzi…

Aby tam dotrzeć trzeba skręcić w Mitrovacu przy poczcie z trasy 403 na drogę prowadzącą do Banjskiej Steny (jadąc z Zaovine w lewo, jadąc z Perucaca w prawo). Następnie najlepiej zaparkować pod restauracją (nie pamiętam nazwy, ale w tym miejscu jest jedna – przepełniona i niefajna. Polecam za to Vinska Kuca – kawałek dalej w stronę Perucaca na 403). Jakieś 100m dalej idąc szosą jest odbicie w lewo na szlak do Czerwonego Potoku i Tepih Livada. Ścieżka na jakieś 500m.

 


KOSZTY (3pax, sierpień 2018)

  • Nocleg w Parku Narodowym Tara, Zaovine Apartament „Planinsko selo” : 45,50euro/domek/doba
  • Canyoning Beli Rzav z Explore Serbia: 50 euro/osoba

 

czytaj dalej:

Mokra Góra – Szargańska Ósemka i Drvengrad

Kanion rzeki Uvac

Rafting po rzece Ibar, Monastyr Studenica i Pustelnia Sawy

Davolia Varos, Subotica i Miszkolc

 

Wszystkie wpisy o Serbii znajdziesz tutaj: SERBIA

 

Podobał Ci się wpis? Będzie mi bardzo miło, jeżeli podzielisz się nim ze znajomymi i zostaniesz moim stałym czytelnikiem na blogu, Facebooku i Instagramie 😊

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x