Mazowieckie Mikrowyprawy

Żelazowa Wola, Czerwińsk nad Wisłą i Brochów

napisany przez Agata

Kiedy dni coraz dłuższe i słońca coraz więcej aż chciało by się gdzieś wyskoczyć… chociażby na kilka godzin. 

Tak właśnie zrobiliśmy podczas pewnego ciepłego, czerwcowego weekendu. Postanowiliśmy wreszcie dojechać do Żelazowej Woli, którą ostatnio odwiedzałam jak byłam w wieku mojego syna… Po drodze w planach mieliśmy jeszcze dwa niesamowicie interesujące kościoły, a znaleźliśmy też inne perełki o czym niżej 😊

Trasa wycieczki

(czerwiec 2020)

Wyruszyliśmy z domu w miarę wczesnym rankiem. Jako że mieszkamy po praskiej stronie Wisły, do Czerwińska jechaliśmy przez Nowy Dwór.

Tam odnaleźliśmy prawdziwy truskawkowy raj. Truskawkolandia w pełnej krasie.

Pola czerwonych, soczystych o tej porze roku owoców ciągną się po horyzont na długości od Nowego Dworu Mazowieckiego aż do Płocka. Posmakowaliśmy tych z pola. Zakupiliśmy nieprzyzwoite ilości „na potem” i ruszyliśmy dalej.

Czerwińsk nad Wisłą

Po godzinie, półtorej dotarliśmy do cichego, jakby sennego Czerwińska nad Wisłą. Była niedziela, w kościele Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny właśnie kończyła się msza. 

Romański kościół i klasztor

Opactwo kanoników regularnych pod wezwaniem Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Czerwińsku nad Wisłą jest jednym z najcenniejszych zabytków architektury romańskiej na Mazowszu.

Najstarsza część powstała już w pierwszej połowie XII wieku. Co ciekawe, nie została ani zniszczona, ani zbytnio przebudowana w wiekach późniejszych. To w niej właśnie znajduje się obraz Matki Boskiej Czerwieńskiej. Tam też znajdują się największe (i prawdopodobnie najstarsze) romańskie malowidła w Polsce.

To właśnie w kościele w Czerwińsku zatrzymał się i modlił Władysław Jagiełło w drodze pod Grunwald, a przy powrocie złożył wota dziękczynne za zwycięstwo. Złożył tam wtedy podobno swój hełm i srebro. W kolejnych stuleciach kolejni królowie zajeżdżali do Czerwińska i modlili się tu o pomyślność swych planów lub też dziękowali za ich spełnienie.  

Dalej ruszyliśmy do znajdującego się po przeciwnej stronie Wisły Brochowa. Przekroczywszy rzekę mostem w Wyszogrodzie podążaliśmy wzdłuż meandrującej malowniczo Bzury. Po 20km zajechaliśmy pod obronny kościół w Brochowie.

Kościół obronny w Brochowie

Jest on niezwykły z co najmniej dwóch powodów.

Po pierwsze to właśnie w nim w 1806 roku brali ślub rodzice Fryderyka Chopina i właśnie w nim w 1810 roku kompozytor został ochrzczony.

Po drugie kościół nie wygląda zwyczajnie. Jest to bowiem gotycko – renesansowy kościół obronny.

Kościół Św. Jana Chrzciciela i Św. Rocha powstał w latach 1551 – 1561. Ufundował go ówczesny właściciel Brochowa – Jan Brochowski, a zaprojektował włoski murator Jan Baptysta Wenecjanin (budowniczy min. warszawskiego Barbakanu). Niemniej jednak w XVI stuleciu kościół został tylko rozbudowany, gdyż drewniana świątynia stała w tym miejscu już od XI wieku, a murowana od XIII. Jednak to właśnie ta poważna przebudowa nadała budowli charakter kościoła obronnego. A świadczą o tym rzucające się już przy pierwszym spojrzeniu trzy cylindryczne wieże połączone ze sobą biegnącym nad nawami bocznymi gankiem strzeleckim (to ten mur okalający). W XVII stuleciu dodano też fosę. 

Po zwiedzeniu kościoła odeszliśmy zaledwie kilka kroków małą, piaskową dróżką i znaleźliśmy się nad Bzurą. Było cicho i pięknie. To właśnie z tej ścieżki jest najlepszy panoramiczny widok na kościół, jego obronne mury i wieże.

Kolejne 10km i byliśmy w Żelazowej Woli. Niemniej jednak, że pora była słuszna, zaczęliśmy rozglądać się za miejscem na obiad. W samej Żelazowej Woli niestety ponieśliśmy spektakularną porażkę ☹. Pod wejściem do parku jest co prawda jakaś knajpa-grill ale to tyle. Lodów też nie ma. 

Za to 2km dalej (a właściwie jak patrząc na naszą trasą to bliżej) jest restauracja Stara Waga i Dwór Strzyżew – dobre jedzenie, piękne miejsce z historią. Polecam.

Dwór Strzyżew

Jest to XVIII-wieczny barokowy dwór otoczony parkiem. 

Dwór leży we wsi Strzyżew, 2km od Żelazowej Woli. Już od XII stulecia działo się tu sporo, gdyż miejsce to leży na tzw. Trakcie Królewskim, czyli szlaku którym na przestrzeni kolejnych stuleci podróżowali kolejni władcy Polski i książęta mazowieccy.

Na przestrzeni wieków majątek przechodził w ramach dziedziczenia albo posagu z rąk jednej rodziny do drugiej. Dwory z tamtych okresów pochłonęły historia i czas. W XVIII stuleciu dobra znalazły się w posiadaniu rodu Zembrzuskich i to oni właśnie postawili barokowo-klasycystyczny dwór. Kolejne lata nie obeszły się jednak z nim łaskawie. W latach 90-tych XX wieku był kompletną ruiną.

W początkach lat dwutysięcznych nowi właściciele zaczęli niesamowicie ciężką pracę jego odbudowy.

Dziś stoi i wita gości. Oryginalne zachowały się co prawda tylko piwnice, ale całość została odtworzona według tego jak wyglądał za czasów swej świetności. Choć służy dziś celom komercyjnym to udało się nie zatracić we wnętrzach ducha epoki. Klasycystyczne meble, stare zdjęcia, trofea myśliwskie… A nade wszystko przesympatyczny gospodarz, który z własnej inicjatywy oprowadził nas po nim, opowiedział historię. 

Jest to naprawdę świetne miejsce na wesele, konferencję, czy inną imprezę. Jest też to doskonałe miejsce na nocleg pod Warszawą, kiedy się jest w trasie i chce się zatrzymać na chwilkę aby spokojnie zwiedzić okolicę: Żelazową Wolę, Brochów, Puszczę Kampinoską, Sochaczew i wszystko to co na zachód od stolicy wpadnie Wam w oko. Poza tym właściciel organizuje cyklicznie niesamowite imprezy takie jak rajd zabytkowych samochodów czy konkurs domowych nalewek. 

A pyszny obiad zjedliśmy w leżącej na terenie majątku restauracji Stara Waga 😊.

Żelazowa Wola

W 1810 roku w Żelazowej Woli urodził się Fryderyk Chopin. Był on drugim dzieckiem Mikołaja i Justyny z Krzyżanowskich. Dziś znajduje się tu muzeum – Dom Urodzenia Fryderyka Chopina. Dworek otacza urządzony w dwudziestoleciu międzywojennym park. Przy domu stoi popiersie kompozytora.

Sam Chopin w Żelazowej Woli nie mieszkał długo, bo jeszcze w roku jego urodzenia rodzina przeniosła się do Warszawy. Niemniej jednak kompozytor często odwiedzał tu rodzinę Skarbków, u których wcześniej rodzice wynajmowali dworek i oficyny, z którymi zresztą bardzo się przyjaźnili.

Zwiedzanie dworku nie zajmuje więcej niż kilka minut. Ci bardziej wnikliwi spędzą ich tam może kilkanaście. W mojej opinii jest to jedno z tych miejsc, w którym być trzeba – bo wiąże się ono mocno z naszą historią i kulturą. Niestety samo wnętrze domu interesujące nie jest. Zdecydowanie szwankuje jakość opisów – są po prostu nudne i przegadane. A szkoda, bo rzecz warta jest świeczki a sam Fryderyk Chopin jest osobą szalenie interesującą i ważną dla naszego dziedzictwa kulturowego. 

Zdecydowanie natomiast broni się ogród. Warto zatrzymać się tu na dłuższą chwilę. Pospacerować spokojnie alejkami, zrobić kilka zdjęć na mostkach nad Utratą… A potem swobodnie usiąść na trawie, wystawić twarz do słońca i wsłuchać się w chopinowskie utwory wypełniające przestrzeń całego ogrodu. Ta chwila jest magiczna 😊.

Muzyka rozprowadzana jest poprzez system głośników ustawionych w ogrodzie i ukrytych pod kwiatami i krzewami. Genialne rozwiązanie!

W soboty i niedziele o godzinie 12:00 i 15:00 odbywają się koncerty fortepianowe.

Godziny otwarcia: TUTAJ

Bilety: TUTAJ


Sytuacja aktualna spowodowana pandemią koronawirusa SARS-CoV-2

Zasady zwiedzania oraz zmienione godziny otarcia znajdziesz TUTAJ 


To był długi i intensywny dzień, który nieodmiennie chylił się ku końcowi. A my wciąż nie byliśmy na lodach! A że znaleźliśmy po drodze pałac… Zobaczyliśmy go przez przypadek w jakimś folderze i koniecznie musieliśmy do niego zboczyć z trasy. Wystarczyło ledwie nieznacznie odbić z DK 92. Zamarzyło się nam więc usiąść w tym pałacowym ogrodzie… wśród róż… i uraczyć się przepysznym, orzeźwiającym sorbetem cytrynowym, albo z mango, albo z marakui. Do tego jakaś mała kawa… Licytowaliśmy się całą drogę 😉.

Teresin

Znajduje się tu neobarokowy pałac Epsteinów. Położony w parku budynek pochodzi z końca XIX wieku. 

Do parku można swobodnie wejść lub wjechać rowerem. Jest cicho i spokojnie. Niestety sam pałac jest wyłączony ze zwiedzania. Kompletnie zamknięty. Mieści się w nim Ośrodek Szkoleniowo – Rehabilitacyjny KRUS.

Lodów ani kawy też nie było….

Tak więc trochę zawiedzeni ostatnim akcentem wróciliśmy do domu. Po drodze zahaczyliśmy o Biedronkę i kupiliśmy lody, które zjedliśmy na balkonie przeglądając zdjęcia, omawiając raz jeszcze cały miniony dzień i planując następne wycieczki. Było super! 

 

Inne miejsca pod Warszawą warte zobaczenia znajdziesz we wpisie: Atrakcje wokół Warszawy

Wszystkie posty o Mazowszu znajdziesz tutaj: MAZOWSZE – atrakcje regionu

Więcej o ciekawych miejscach w Polsce: Polska – ciekawe miejsca

 

Podobał Ci się wpis? Będzie mi bardzo miło, jeżeli podzielisz się nim ze znajomymi i zostaniesz moim stałym czytelnikiem na blogu, Facebooku i Instagramie 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x