Biebrza Weekend+

Biebrza – kraina łosia

Agata
napisany przez Agata

 

Bagna biebrzańskie – największy w Polsce zespół torfowisk i szeroko meandrująca Biebrza to miejsce niezwykłe.

Biebrzański Park Narodowy – największy park narodowy w Polsce i jeden z największych w Europie to ostoja ptactwa, królestwo łosia i wilka.

Nad Biebrzą żyje ponad 250 gatunków ptaków.  Tu cały rok jest ciekawie. Przez cały rok przyroda zatacza krąg i o każdej porze roku oferuje coś innego.

Wiosną, już na początku marca przylatują dzikie gęsi. Po nich pojawiają się klucze żurawi. Przybywają bociany i zagrożona wyginięciem malutka wodniczka. Z leśnych kryjówek wychodzą łosie. Na przełomie kwietnia i maja tokują bataliony.

Właśnie na to ostatnie widowisko chcieliśmy trafić tym razem jadąc nad Biebrzę.

Podczas tegorocznej długiej majówki postanowiliśmy zacząć od Białowieży – krainy żubra, a następie przedostać się nad Biebrzę – do krainy łosia. I choć majówka to niezbyt szczęśliwy termin – bo tłoczno i gwarno, a przyroda tego nie lubi – to przy odpowiednim rytmie dnia i doborze szlaków dało się uniknąć ludzi, spotkać zwierzęta, posłuchać ptaków… pobrodzić w samotności po biebrzańskim bagnie….

 

(maj 2019)

 

 

 

Transport: samochód własny

 

Biebrza nocleg : Gugny 7 – Agroturystyka Mirosława i Eugeniusz Wilczewscy  

 

Gugny – mała, wyludniona wioska zagubiona na skraju lasu i bagien w środku Biebrzańskiego Parku Narodowego. Leży 22km na południe od Goniądza i ok. 15km od szosy nr 65 Białystok – Ełk.

Domy są tu drewniane – łącznie cztery czy pięć chałup. Gospodarstwo Państwa Wilczewskich również. W sezonie ciepłym można tu nocować w domu lub w zaadoptowanych budynkach gospodarczych. W zimie – w domu. Pokoje są proste, ale wystarczająco umeblowane, choć niektórym sprzętom przydałyby się drobne prace remontowe (uchwyt prysznica, zatykająca się umywalka…). 

Na podwórku można rozpalić ognisko. Można też rozbić namiot, co zresztą uczynili przejeżdżający tędy studenci podążający szlakiem Green Velo.

Jest to cudowne, spokojne miejsce, takie jakiego w Biebrzańskim Parku Narodowym się szuka. I nawet drobne niedogodności techniczne nie są w stanie nawet o milimetr zachwiać naszego nim zauroczenia 😊.

Lokalizacyjnie też jest świetnie usytuowane – i północne i południowe krańce Parku są rozsądnie dostępne – a Park duży. Bezpośrednio z Gugien wychodzi szlak czerwony do Barwika. Bliziutko jest także na Długą Lukę czy Groblę Honczarowską (Bagno Ławki)

Pokój trzyosobowy z prywatną łazienką: 120zł /doba (majówka 2019)

 

Dolina Biebrzy atrakcje

 

– Wyprawa na bataliony

 

Batalion – symbol Biebrzańskiego Parku Narodowego

Tokujące bataliony – to był jeden z głównych celów naszego tegorocznego przyjazdu nad Biebrzę.

Toki, czyli rytualne walki godowe batalionów odbywają się zawsze na przełomie kwietnia i maja. Dwa tygodnie trwają spektakle – niezależnie od pogody, bo regulowane są długością dnia, a nie temperaturą czy innymi warunkami atmosferycznymi. Samce przylatują do Polski już pod koniec marca. Przez kilka tygodni obrastają w piękne piórka, aby – gdy pokażą się na krótko płochliwe samiczki – móc zaimponować im jak najlepiej. Nie ma zresztą dwóch identycznie upierzonych batalionów. Tak jak nie ma dwóch ludzi o takich samych liniach papilarnych.

 

Zaczynają się toki.

Samce batalionów stroszą pióra, stawiają kryzy, trzęsą głowami, rozkładają ogony, drepczą w miejscu, podskakują w górę, biegają tam i z powrotem. Wdają się w walki – batalie, stąd zresztą ich nazwa. Gdy samica wybierze „najmężniejszego” z rywali dochodzi do zapłodnienia. Lękliwe samiczki szybko opuszczają „arenę” i lecą na zaciszne bagna, gdzie samotnie zakładają gniazda, składają jaja i wychowują młode. Większość zresztą od razu leci na Syberię. Jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku bataliony stosunkowo licznie gniazdowały na biebrzańskich bagnach. Obecnie są w Polsce ginącym gatunkiem lęgowym, tylko wyjątkowo zakładającym u nas gniazda.  

Samce podczas toków zbierają się w grupy na suchych miejscach wśród podmokłych łąk. Biebrzańscy przyrodnicy znają kilka takich miejsc. Najpopularniejsze z nich to Biały Grąd w pobliżu wsi Mścichy. Tam zaprowadziła nas właśnie przewodniczka z Biebrza Eco-Travel, Katarzyna Ramotowska. Inne miejsce gdzie spotkaliśmy bataliony już na własną rękę to tzw. mekka ornitologów – rozlewisko Biebrzy koło wsi Brzostowo. Urokliwe miejsce i rzeczywiście pełne ptactwa.

 

Co ciekawe aby zobaczyć toki nie trzeba wstawać o świcie. Ptaki te najpierw idą na pola na żer, czekają aż słońce osuszy im piórka, temperatura się podniesie. Dopiero po posiłku i w pięknej, słonecznej aurze zaczynają pokaz.

 

– Ptactwo Doliny Biebrzy

 

Biebrzańskie rozlewiska to raj dla ornitologów. W marcu na łąkach odpoczywają dziesiątki tysięcy dzikich gęsi. Na przełomie kwietnia i maja było już ich stosunkowo niewiele, ale i tak robiły niesamowite wrażenie. Żurawie były widokiem równie częstym co bociany.

Aby podglądać biebrzańskie ptaki (kaczeńce i rozlewiska, których niestety nie było z powodu suszy) wykupiliśmy wyjście w firmie Eco-Travel należącej do znanej w okolicy Katarzyny Ramotowskiej. Pani Katarzyna rzeczywiście jest specjalistką w swojej dziedzinie – zna się na biebrzańskiej przyrodzie, ma niesamowitą wiedzę na temat ptaków. Pokazała nam zimorodka. Zaprowadziła pod gniazdo remiza. Wypatrzyła bobra.

Niemniej jednak jest to osoba od której nie płynie pozytywna energia skierowana na ludzi, którym o tej przyrodzie opowiada. Wręcz przeciwnie. Przez cały czas trwania wycieczki czułam się jak intruz, jak ktoś kto ma zachciankę wejść w jej świat i popatrzeć, poprzeszkadzać. Czułam się po prostu jak portfel. Zaprowadziła nas w miejsca typowe i oczywiste. Nie dała nic od siebie. Kompletne przeciwieństwo Pani Lucyny Żłobin z Białowieskiego Parku Narodowego, która całym sercem chciała pochwalić się „swoją” puszczą, która chciała pokazać swoje ulubione miejsca, swoje puszczańskie skarby, która swoją pasją zarażała na odległość. Tu było sucho, minimalnie i piekielnie drogo.

Wyprawa „Bataliony, kaczeńce, rozlewiska – świt”: 180zł/osoba

Zaliczka 100%, płatna niezależnie od tego czy zamówienie składa się pół roku wcześniej czy dzień wcześniej.

Z przykrością muszę stwierdzić, że biura nie polecam ☹. Nie robię tego często, właściwie chyba jeszcze nigdy…

 

– W poszukiwaniu łosia

 

Aby mieć największą szansę na zobaczenie łosia trzeba wstać o świcie. Wtedy zwierzęta te wychodzą na bagna lub podmokłe łąki, gdzie z uwielbieniem pałaszują młode brzozowe listki lub swój największy wiosenny przysmak – kaczeńce. W dzień ukrywają się w kniei aby pod wieczór znów wyjść na żer.

Łosia nad Biebrzą można spotkać w zasadzie wszędzie. My dwa razy widzieliśmy go jadąc Carską Drogą czyli szosą łączącą Goniądz z Wizną. Innym razem z wieży widokowej na Białym Grądzie. Podczas poprzedniego pobytu (15 lat temu 😉) spotkaliśmy go w Rezerwacie Czerwone Bagno. Codziennie wstawaliśmy o 4:00, codziennie szliśmy go szukać – 3 razy był, 2 razy go nie było 😊.

 

– Bagno Ławki

 

Są to rozległe torfowiska i ogromne łąki. Bagno Ławki upodobały sobie ptaki. Spotkamy tu takie gatunki jak wodniczka, batalion, bekas kszyk, rycyk, kulik wielki, orlik grubodzioby, błotniak łąkowy sowa błotna….

Wstęp na bagno jest wzbroniony ale można je podziwiać z kilku punktów.

Przy samej Carskiej Drodze stoi wysoka drewniana wieża widokowa. Warto się na nią wspiąć i o poranku lub pod wieczór poszukać łosia.

Jest też Długa Luka, czyli pół kilometrowy pomost wchodzący w głąb trzcinowiska i łąki. Widoki prześliczne.

Ścieżka edukacyjna Grobla Honczarowska to liczący 3,5 km trakt. Zaczyna się przy Carskiej Drodze i prowadzi w głąb torfowisk do tzw. Batalionowej łąki. Groblę zbudował na przełomie XIX i XX wieku namiestnik carski Honczarow, który miał tam swój majątek. 

W sierpniu na Bagnie Ławki odbywają się „Biebrzańskie Sianokosy” czyli mistrzostwa w koszeniu bagiennych łąk.

 

– Szlak Gugny – Barwik

 

Bezdeszczowa jesień 2018 i wiosna 2019 dała się ekosystemowi biebrzańskiemu mocno we znaki. Bagna wyschły… Kaczeńce wyschły… Wiosenne rozlewiska Biebrzy zniknęły…. Tak tu powinno być w sierpniu, a nie na początku maja… O tej porze roku szlak Gugny – Barwik powinien być w zasadzie nie do przejścia. Określany jest jako „okresowo bardzo trudny”.

 

Na tę wyprawę ruszyliśmy dość późno bo dopiero o 08:30. Po porannym „polowaniu” na łosie odespaliśmy jeszcze godzinkę czy dwie. Wychodząc z Gugien spotkaliśmy tylko dwa psy, trznadla i charakterystycznie wydającego z siebie odgłos dudka.

Gdy minęliśmy granicę lasu wyszliśmy na bezkresną przestrzeń bagnistej łąki. Z powodu braku drzew i innych punktów charakterystycznych, szlak wyznaczają tu tyczki. Mimo suszy i zdecydowanie niższego poziomu wody niż normalnie o tej porze roku  – kalosze były niezbędne. Im dłuższe tym lepsze.

Cały szlak liczy 9km, z czego większość prowadzi przez bagniska, po których brnęliśmy w grzęznącym mule bądź brodziliśmy wśród kęp traw. Miejscami trzeba było okrążyć głębsze odcinki przedzierając się przez trzcinowisko.

Pierwszych ludzi spotkaliśmy na wieży widokowej „Barwik”. Stamtąd suchą nogą można dojść do parkingu i dalej do Carskiej Drogi w okolicy wsi Dobarz. Tu szlak się kończy (lub zaczyna 😉). Ostatnie 3 km łącznikowe musieliśmy pokonać idąc szosą.

Przejście po bagnisku to nie jest łatwa sprawa. Kilometry tu nie uciekają tak szybko jak idąc po ulicy czy po dukcie leśnym. Brnie się wolno, każdy krok trzeba stawiać rozważnie i niejednokrotnie wykręcać za głęboko utkniętą nogę. Pomocny jest kij, którym bada się głębokość i grząskość terenu zanim postawi się nogę i przerzuci nań ciężar ciała. Warto też wziąć skarpetki na zmianę. Nam się przydały 😉.

 

– zachód słońca i ognisko w Gugnach

 

Tak – różowy zachód słońca i chwile spędzone przy ognisku przed naszym domem w Gugnach zdecydowanie należą do jednych z nadbiebrzańskich atrakcji. Dosiedli się do nas fantastyczni, niesamowicie ciekawi ludzie. Wujek, który podróżuje z bratankiem pokazując mu ciekawe miejsca w Polsce i studenci jadący szlakiem Green Velo. Wspólne pieczenie kiełbasek i dzielenie się opowieściami z przeżyć minionego dnia… opowieści o innych wyprawach, o podróżach, o marzeniach – fantastycznie 😊.

 

– Rezerwat Czerwone Bagno

źródło: strona Biebrzańskiego Parku Narodowego (https://www.biebrza.org.pl/63,szlaki-piesze)

 

Szlaki wokół Rezerwatu Czerwone Bagno są jednymi z bardziej znanych nad Biebrzą. Wokół, ponieważ na samo Czerwone Bagno się nie wchodzi.

Czerwone Bagno znajduje się w północnej części parku. Od wsi Woźnawieś należy przejechać jeszcze ok. 8km do leśniczówki Grzędy. Tam znajduje się parking i zaczynają się szlaki. Całe „kółko” to ponad 20km do przejścia, dlatego dobrym pomysłem jest przejechać część tej trasy na rowerach (rada od pracowników Dyrekcji Parku). Ale nie wolno zapomnieć o kaloszach. Idziemy przecież na bagna! I wyruszamy o świcie. Rano mamy szansę na łosia, ptaki szleją w koronach drzew i jest mało ludzi. Mimo że majówka, pierwszych turystów spotkaliśmy dopiero po południu na szlaku do Kopytkowa 😊.

 

Podjechaliśmy do Grzęd samochodem z rowerami na dachu. Następnie szlakiem niebieskim pokonaliśmy na rowerach spory kawałek jadąc przez las. Tak dotarliśmy do ścieżki „Czerwone Bagno”. Sama ścieżka to drewniana kładka o długości 1 km, która przebiega przez bagienny bór (tu rower trzeba prowadzić). Na jej jednym końcu znajduje się platforma z widokiem na obszar ochrony ścisłej, niedostępny dla turystów. Na drugim czeka nas kontynuacja rowerowej jazdy – szlakiem czerwonym lub niebieskim (po drodze Borek Bartny i Góra Perewida). Tak dotarliśmy do miejsca nazywanego Nowy Świat (ok. 9km od Grzęd), gdzie pozostawiliśmy na stojakach rowery.

Dalej poszliśmy pieszo.

 

Po krótkim spacerze weszliśmy w obszar wydmowy. Wdrapaliśmy się na Wilczą Górę i na stojącą tam platformę widokową. Byliśmy tam znów całkowicie sami. Towarzyszyły nam tylko świeżutkie wilcze tropy i wilcze odchody. Wilk był w pobliżu – on nas zapewne doskonale widział, my go jednak nie.

Pokonując kolejne kilometry suchą nogą doszliśmy do rozgałęzienia szlaków. Czerwony idzie dalej prosto na Dział Grabowskiego i dalej Kumkowskiego (tu już podobno potrzebne kalosze), a czarny odbija w prawo na Kapli Dołek i Górę Barwik. Poszliśmy czarnym. Kalosze zdecydowanie się przydały. Praktycznie cała długość czarnego szlaku (aż do połączenia z niebieskim) wiedzie przez trzęsawisko i trzcinowisko. A ileż tam ptaków!

Potem po naszych rowerowych śladach wróciliśmy do Nowego Światu (kółko ok. 9km).

Szlaki Czerwonego Bagna w większości można przejść suchą nogą. W większości jednak nie oznacza w całości. Nawet w tak suchym roku jak obecny (2019) napotkaliśmy odcinki nie do przejścia w traperach. Pamiętam jak piętnaście lat temu pokonywaliśmy ten sam szlak – było jeszcze bardziej mokro.

 

– Żółty szlak do Kopytkowa

 

Wieś Kopytkowo i miejsce nazwane Nowy Świat łączy trzy kilometrowy żółty szlak przez bagnisko. Fascynował nas on zawsze. Poprzednim razem musieliśmy się poddać – nasze sięgające kolan kalosze były za słabe na warunki na nim panujące. W tym roku podjęliśmy wyzwanie 😊.

Jest to niesamowita przygoda. Szlak trudny. Idzie się powoli, mozolnie i ostrożnie stawiając nogę za nogą. Ale warto! Tutaj, podobnie jak na Barwiku, poczuliśmy co oznaczają biebrzańskie bagna, biebrzańskie miękkie jak gąbka torfowiska.

Do Kopytkowa nie doszliśmy. Nie mieliśmy zresztą takiego zamiaru. Chodziło o posmakowanie tego szlaku. Zawróciliśmy kiedy synowi się  przelało do kalosza, a ja zostawiłam gumiaka w torfie i poszłam siłą rozpędu dalej 😉.

Do samochodu wróciliśmy na rowerach mijając drepczących mozolnie całkiem sporą już o tej porze dnia (po południu) liczbę turystów.

 

– Goniądz

Miasto nad Biebrzą położone mniej więcej po środku biebrzańskich mokradeł. Bardzo dobry punkt wypadowy, bo na północne i południowe krańce Parku z Goniądza jest porównywalna odległość.

Goniądz wygląda dziś tak samo jak wyglądał 15 lat temu. Różnicę znalazłam jedną – na obrzeżach wybudowano całkiem ładny Dwór Bartla (restauracja, hotel).

W Goniądzu jest punkt widokowy, z którego można podziwiać panoramę Biebrzy.

 

– Carska Twierdza Osowiec

Jest to nigdy nie zdobyta, wybudowana w drugiej połowie XIX wieku rosyjska twierdza położona na trasie Białystok – Ełk, za Mońkami, w pobliżu Goniądza. Składa się z czterech fortów, z których dwa zostały w czasie wojny zniszczone. Rosjanie wybudowali twierdzę właśnie w tym miejscu gdyż był to najsłabszy punkt na północnych krańcach Królestwa Polskiego. Odcinek pomiędzy Narwią a Niemnem w dużej mierze chroniły bagna i tylko okolice Osowca, gdzie dolina Biebrzy się zwęża, były łatwe do pokonania i narażone na uderzenie od strony Prus Wschodnich.

Zwiedzanie poniedziałek – piątek tylko z przewodnikiem.

Ładny widok na Fort II Twierdzy Osowiec mamy idąc kładką turystyczną (szlak żółty i zielony, powrót ścieżką edukacyjną) z parkingu przy Kanale Rudzkim (trasa Białystok – Ełk). Tzw. Ścieżka edukacyjna Kładka.

 

Gdzie zjeść nad Biebrzą

Mogę się tylko wypowiedzieć o okolicach Goniądza i Wizny (środek i południe), gdyż w tych okolicach jedzenia szukaliśmy. Miałam przy tym nieodparte wrażenie, że przez ostatnie 15 lat w rejonie przybyły dwie knajpy: Dwór Dobarz i Dwór Bartla. Wtedy nie było nic, teraz są dwie 😉. Może coś pominęliśmy, czegoś nie znaleźliśmy…

 

– Dwór Dobarz (Carska Droga)

Położony we wsi Dobarz tuż przy Carskiej Drodze. Moje odczucia są bardzo niespójne. Z jednej strony przyjemne wnętrze, klimatyczny rustykalny wystrój. Aż chciało by się posiedzieć i odpocząć po wędrówkach. Z drugiej strony obsługa niezbyt miła, szybka, ponaglająca. Dania w karcie ciekawe i naprawdę całkiem smaczne. Co dziwi, bo szybkie tempo ich wydawania nasuwa nieodparte skojarzenie z odgrzewaniem… Desery pycha, zwłaszcza ciasto „Popapraniec”. Całość jednak robi wrażenie baru szybkiej obsługi – zamawiasz, dostajesz, jesz i zwalniasz stolik. Ale na stolikach stoją świece, klimat zachęca do posiedzenia przy kolejnej rozgrzewającej herbacie… Tak więc wrażenia kompletnie niespójne i nie umiem nawet powiedzieć do której strony mi bliżej – pozytywu czy negatywu….

Ceny średnie. Babka ziemniaczana: 30zł. Golonka: 40zł. Żeberka duszone: 35zł. Ciasto „popapraniec” 15zł. Rosół 12zł. Herbata 6zł.

 

– Dwór Bartla (Goniądz)

Podobno całkiem dobra opcja. Niestety była impreza zamknięta i musieliśmy obejść się smakiem.

 

– Bar U Dany (Wizna)

Typowy bar. Taras z widokiem na Biebrzę i jej rozlewiska niestety przy szosie. Jedzenie barowe. Ceny średnie (rachunek zgubiony więc szczegółów nie podam)

 

Co zjeść nad Biebrzą

– „mrowisko”

Czyli faworki posklejane miodem, obsypane rodzynkami i opruszone makiem. Pycha! 😊😊😊 (do kupienia w sklepach spożywczych, np. w Goniądzu)

 

– piwo biebrzańskie

 

Inne informacje praktyczne

– Na teren Biebrzańskiego Parku Narodowego obowiązują bilety wstępu. Można je kupić w dyrekcji Parku w Twierdzy Osowiec (20.04-10.09 08:00-17:00 ; pozostała część roku 07:30-15:30).

Bilet jednodniowy: normalny 8zł, ulgowy 4zł

Bilet weekendowy (3 dni): normalny 16zł, ulgowy 8zł

 

– Najpiękniejsze rozlewiska Biebrzy i Narwi obserwuje się z Góry Strękowej (nie mylić ze wsią Strękowa Góra) oraz z wieży widokowej w Burzynie.

 

– szlaki na bagnach – choć z początku mogą wyglądać na suche – wymagają długich kaloszy. I ostrożności. Dobrym pomysłem jest też spakowanie do plecaka pary zapasowych skarpetek 😉.

 

– googlemap to nie wszysto, zawsze warto zakupić mapę papierową. Znajdziecie tam dokładne szlaki piesze i rowerowe 😊.

 

Przed przyjazdem nad Biebrzę spędziliśmy kilka fantastycznych dni w Białowieży, o czym też jest relacja na blogu 😊.

 

KOSZTY (majówka 2019)

  • nocleg nad Biebrzą: Gugny 7 – Agroturystyka Mirosława i Eugeniusz Wilczewscy: 120zł/doba pokój trzyosobowy
  • Wyprawa „Bataliony, kaczeńce, rozlewiska – świt”: 180zł/osoba firma Eco-Travel
  • Bilety do Biebrzańskiego Parku Narodowego:
    • Bilet jednodniowy: normalny 8zł, ulgowy 4zł
    • Bilet weekendowy (3 dni): normalny 16zł, ulgowy 8zł
  • Wyżywienie: 35zł – 45zł/obiad
  • Do tego koszty transportu

 

 

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o