Bieszczady

Bieszczady – w krainie połonin…

Agata
napisany przez Agata

„Jesienią góry są najszczersze                                                                                   

Żurawim kluczem otwierają drzwi…”

 

Bieszczady są cudowne o każdej porze roku, ale jesienią są wyjątkowo magiczne. Te przestrzenie rudej trawy i malowane żółcią, złotem, brązem i purpurą zbocza. To buki, które na pewnej wysokości gwałtownie się kończą ustępując miejsca trawom połonin. Pięknie!

Bieszczady to kraniec Polski, tu stykają się trzy granice. To takie miejsce, gdzie czas płynie wolniej, a człowiek ma okazję pobyć sam na sam z przyrodą. To ostoja dzikich zwierząt takich jak jelenie, rysie, wilki czy niedźwiedzie i orły.

Z doborem czasu nie należy się spieszyć (chociaż jeśli chodzi o miejsca noclegowe trzeba być czujnym). Trzeba spokojnie czekać i obserwować to co dzieje się za oknem. To jak szybko zabarwią się liście i przyjdzie złota jesień zależy bowiem od tego czy wiosna i lato były deszczowe czy suche, chłodne czy upalne. Przyroda to nie McDonald’s gdzie wszystko jest takie samo i w tym samym tempie wydawane. Generalnie trzeba się nastawić na połowę października – 2, 3 weekend.

(październik 2017)

Transport:

Samochód własny. Trasa z Warszawy do Wetliny to trochę ponad 450 km. W sumie niewiele. Ale o ile do Kielc, a nawet do Tarnowa jedzie się dobrze, to potem zaczynają się dróżki. Jest coraz bardziej malowniczo, ale i podróż zaczyna się dłużyć i doskwierać. Nam zajęła cały dzień – 9h. W tym czasie dotarliśmy w tym roku do Budapesztu, a w niewiele dłuższym nawet do Chorwacji, czy na Słowenię 😉. Ale za piękno połonin trzeb zapłacić i to jest właśnie ta cena. I chociaż dojazd z Warszawy to prawdziwa udręka to i tak warto. Warto spędzić dwa dni w aucie, aby dwa dni poczuć przestrzeń, wiatr, w płuca nabrać rześkiego powietrza a oczy nacieszyć magicznymi kolorami złotej jesieni. A Ci co mają bliżej to prawdziwi szczęściarze 😊.

Bieszczady noclegi

 Pod Berdem (rezerwacja bezpośrednia: www.podberdem.pl)

Nocowaliśmy w Wetlinie. Mając tylko dwa dni do dyspozycji chcieliśmy być blisko szlaków na połoniny. I to się udało. Pod Berdem leży na skraju Wetliny, na tzw. Manhattanie (bardzo dokładny opis dojazdu na stronie kwatery – nawet po nocy nie sposób nie trafić). Wyjście z Wetliny na szlaki prowadzące na Połoninę Wetlińską czy Smerek prowadzą właśnie uliczką przy Pod Berdem. Idealnie 😊.

Pensjonat prowadzi przesympatyczne młode małżeństwo z dwójką dzieci – Ola i Mikołaj. Do tego gospodarzami czują się jeszcze pies i ogromny kot.

Pokoje dla gości mieszczą się na parterze, gospodarze mieszkają na górze. Pokój mieliśmy malutki, ale niezmiernie sympatyczny. Czysty i przytulny, z łazienką. Na korytarzu ogólnodostępna kuchnia – czajnik, kuchenka, naczynia, sztućce, zlew. Może trochę duża akustyka, ale to naprawdę drobny szczegół.

Miejsce na 100% do polecenia! Wydaje mi się, że lepiej trafić nie mogliśmy 😊.

Uwaga: sezon w Bieszczadach to 15 czerwca – 15 października.

 

 

Jak spędzić w Bieszczadach dwa dni weekendu?

Można tak: 😊

Sobota:

Połonina Wetlińska

 

Połonina to wysokogórska łąka. W Bieszczadach z powodu suchych południowych wiatrów oraz pionowego rozkładu temperatur występuje charakterystyczny układ pięter roślinności. Nie ma tu górnoreglowego lasu świerkowego, piętro lasu kończy się dużo niżej niż w innych regionach górskich. Wyżej mamy właśnie trawiaste łąki czyli połoniny.

 

Na połoninę wychodzimy z kwatery Pod Berdem i kierujemy się w górę uliczką Manhattan. Dochodzi ona po niepełna kilometrze do szlaku żółtego prowadzącego na Połoninę Wetlińską. Dalej wchodzimy w las mieszany. Pniemy się w górę aż na Przełęcz Orłowicza. Tam wychodzimy z lasu, to piętro zostawiamy za sobą i jesteśmy na połoninach. W lewo Smerek, w prawo Wetlińska. Tutaj czeka nas niemały, ale za to niezmiernie malowniczy spacer do najwyżej usytuowanego w Bieszczadach schroniska – Chatka Puchatka.

Warunki panują tu spartańskie, a tłok niestety niezmierny. Kolejka po herbatę, kolejka do toitoi’a. Z trudem, ale znajdujemy jakąś ławeczkę od zawietrznej i rozpakowujemy swoją mielonkę, kabanosy i bułki. Na szczęście mamy gorącą herbatę w termosie, bo po tą schroniskową chyba byśmy się nie dopchali… Październik to jednak bardzo popularny czas na Bieszczady… Ale pamiętam kiedyś byłam w listopadzie i było pusto, zupełnie pusto…

 

Schodzimy idąc dalej szlakiem żółtym do szosy.

Można w pewnym momencie odbić na szlak czarny i też dojść do tej samej szosy, tylko w troszkę innym miejscu. Jest to Wielka Pętla Bieszczadzka łącząca Cisną z Ustrzykami Górnymi, po której co chwila jeżdżą prywatne busy. Na PKS niestety nie ma co liczyć, bo chodzi raz, dwa razy dziennie. Ale na busik czeka się chwilę i jest. Odbiera za machnięciem ręki z każdego punktu na szosie i wysadza też w miejscu, w którym się chce. W naszym przypadku jest to sklep ABC w Wetlinie.

Połonina Wetlińska to taki spacerek – rozgrzewka. Całkiem konkretna rozgrzewka 😉, jak mam  być szczera, ok. 11km. Zajmuje nam to praktycznie cały dzień i zasługujemy na dużego, pysznego placka z jagodami 😊.

 

Niedziela:

Pętla Tarnica – Halicz – Rozsypaniec

 

Wyruszamy rano samochodem do Wołosatego. Tam należy zatrzymać się na parkingu (płatny) i iść dalej asfaltową drogą (ok. 750 m), aż do odbicia w lewo na szlak niebieski. Obok znajduje się kasa biletowa, więc miejsca nie sposób pominąć. Dalej przez łąkę aż do lasu. I w górę. Po jakimś czasie i nabraniu sporej wysokości wychodzi się z piętra lasu na połoniny. Cudne widoki! 😊.

Na przełęczy Krygowskiego odbijamy w prawo na należącą do Korony Gór Polski kamienistą Tarnicę (1346 m n.p.m.). Jej nazwa pochodzi z języka rumuńskiego, w którym tarniţa oznacza przełęcz. Ostre podejście kończy się pod krzyżem, który upamiętnia zdobycie szczytu przez ks. Karola Wojtyłę w 1953 roku. Panorama Bieszczad z Tarnicy jest przepiękna. Halicz i Rozsypaniec wydają się być  tak abstrakcyjnie daleko, że absurdalnym wydaje się fakt dodarcia do nich podczas tej wędrówki. Przejście na Tranicę zajmuje nam ponad 3h. Już jesteśmy zmęczeni, a do połowy jeszcze hen, hen…

 

Zszedłszy po śladach na Przełęcz Krygowskiego idziemy dalej w prawo szlakiem niebieskim do Przełęczy Goprowskiego. Tu szlak niebieski biegnie dalej prosto na Krzemień, my jednak odbijamy w prawo na Halicz. Mijamy po drodze Kopę Bukowską i po ok. 3,5 km (coś ponad 2h) docieramy na nasz drugi tego dnia szczyt (1333m n.p.m.).

 

Droga jest po prostu piękna. Widoki przecudne i niepowtarzalne.

Z jednej strony mamy panoramę w kierunku Połoniny Caryńskiej i Wetlińskiej, dalej na północ w kierunku Lutowisk i Ustrzyk Dolnych. Z drugiej możemy spojrzeć daleko w głąb Ukrainy. U naszych stóp leży cała dolina górnego Sanu wraz z pustymi miejscami po wysiedlonych bojkowskich wsiach.

 

Z Halicza już generalnie z górki 😊. Szybko docieramy na Rozsypaniec (ok. 20min). Jak sama nazwa wskazuje jest rozsypany 😊. Nie ma wyraźnego wierzchołka, głaz tu, głaz tam, tu ścieżka, tam przejście.

Za kolejny kilometr jesteśmy przy Przełęczy Bukowskiej. Tutaj wchodzimy już w piętro lasu. Tutaj jesteśmy najbliżej Ukrainy. Przy wiacie można iść kawałek w lewo i zrobić sobie zdjęcie przy słupku granicznym.

Stąd zaczyna się mozolna, długa droga na parking. 8 km ciągnącej się w nieskończoność asfaltówki.

Wycieczka piękna, ale i męcząca. Nie, nie męcząca – potwornie męcząca! Łącznie ponad 20 km, dużo podejść, dużo zejść, trzy szczyty i kilka przełęczy. Ale warto 😊

Warto też wyłączyć sieć komórkową bo łapie telefonia ukraińska, a nasze smartphony akurat tam mają ochotę coś pobrać lub zaktualizować 😉. A potem przychodzą nieprzyzwoicie wysokie rachunki ☹

 

Gdzie zjeść w Wetlinie po zejściu ze szlaku?

 – Chata Wędrowca  (www.chatawedrowca.pl)

Położona przy zejściu ze szlaku żółtego przy głównej szosie. Specjalnością jest tu Naleśnik Gigant z Jagodami. Dlaczego piszę dużymi literami? Ano dlatego, że jest to nazwa własna produktu zarejestrowanego w Urzędzie Patentowym w 2013 roku, certyfikowanego jako Bieszczadzki Produkt Lokalny. Jest to olbrzymi (na 2-3 osoby spokojnie!) naleśnik, bardziej w wyglądzie i smaku przypominający racucha. Pyszny!!!!! Mega pyszny!!!!

 

Jest to jedyna stała pozycja w karcie. Reszta to wypisywane na tablicach menu sezonowe.

My jedliśmy oczywiście rzeczonego naleśnika i pstrągi. Pyszne pstrągi!!!!

Polecam 😊. Choć dostać się tam łatwo nie jest. Kolejka oczekujących na stolik gwarantowana. My czekamy ok. 45 min. Następnego dnia jeszcze większa, więc z żalem rezygnujemy…

– Gościniec Stare Sioło  (www.staresiolo.com)

Tu jemy pierwszego wieczora po przyjeździe. Znajduje się dosłownie tuż obok Chaty Wędrowca. Po tej samej stronie szosy, przy zejściu ze szlaku żółtego. Gospoda mieści się w starej chacie przeniesionej tu ze wsi Zmiennica. Oryginalne belki dachowe pochodzą z 1905 roku.

Pomieszczenie nie jest duże, wręcz małe. Dosłownie kilka stolików. Łapiemy ostatni z nich i wybieramy menu. W lecie funkcjonuje jeszcze ogródek, ale w październikową noc jest zdecydowanie za zimno. Obok jest chata z rusztem na węgiel drzewny – też kilka miejsc, palenisko (sezon letni).

Jedzenie jest smaczne, a ciemne piwo przednie. W chacie jest też piwniczka win, w której raz na jakiś czas odbywają się degustacje. Często też organizowane są koncerty na żywo. Miejsce fajne, z atmosferą i godne polecenia. Trochę może za długo czeka się  na rachunek…

 

Bieszczady to oczywiście jeszcze dużo, dużo więcej – to Solina, Dolina Łopienki, cerkwie, wsie łemkowskie, inne szlaki… Ale w weekend wszystkiego zobaczyć ani przejść się nie da. W Bieszczady trzeba po prostu wrócić jeszcze nie jeden raz…

 

KOSZTY (3 osoby, październik 2017)

nocleg: Pod Berdem

Cena za pokój w sezonie ( Sylwester, Nowy Rok, weekend majowy i Boże Ciało, 15 czerwca – 15 października) 130 zł/doba
Cena za pokój poza sezonem 110 zł/doba
Dopłata za trzecią osobę 30 zł/doba

Do tego wyżywienie:

3 x kolacja ; 2 x obiad w postaci suchego prowiantu ; 2 x obiad w trasie ; 3 razy śniadanie

Ogólnie na wyjazd taki należy liczyć ok. 1500 – 1700 + koszty benzyny (3 osoby, październik 2017)

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o